Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

ZAKUP KOLEKCJI KSIĄŻĄT CZARTORYSKICH

Aktualności

19.01.2017 14:09

Znakiem szczególnym kolekcji Czartoryskich jest obraz Leonarda da Vinci „Dama z łasiczką”. Cały zbiór obejmuje ponad 86 tys. obiektów muzealnych. Fot. Adam Bujak Znakiem szczególnym kolekcji Czartoryskich jest obraz Leonarda da Vinci „Dama z łasiczką”. Cały zbiór obejmuje ponad 86 tys. obiektów muzealnych. Fot. Adam Bujak

 

 

„Państwo polskie tak właśnie powinno się zachowywać wobec dóbr kultury”

Zakup kolekcji książąt Czartoryskich

 Rozmowa z historykiem sztuki, prof. ANDRZEJEM SZCZERSKIM,
wicedyrektorem ds. naukowych Muzeum Narodowego w Krakowie

 

Leszek Sosnowski: Po zwycięstwie wyborczym strona rządowa nie zadbała niestety o wprowadzenie jakiejś osłony medialnej dla swoich zamierzeń i poczynań. Naiwnie sądzono, że agresywne i wrogie media, które funkcjonowały za czasów Platformy, zaczną od teraz działać spokojnie, będą obiektywnie i rzetelnie relacjonować. Wydaje mi się, że również w relacjach medialnych odnośnie zakupu przez państwo polskie kolekcji książąt Czartoryskich bardzo odczuwalny był ów brak osłony medialnej. Powszechnie siano bowiem dezinformację, świadomie przeinaczano fakty przedstawiając transakcję jako kolejne fatalne i szkodliwe posunięcie rządu.

Prof. Andrzej Szczerski: To, co mówiono w wielu mediach o zakupie, ma się bez wątpienia nijak do właściwego jego znaczenia dla polskiej kultury. Był to po prostu majstersztyk negocjacyjny, dzięki któremu państwo polskie weszło w posiadanie wielkich dóbr kultury, dzieł naprawdę rangi światowej. Wreszcie udało się prawnie usankcjonować stosunek własnościowy, rozwiązać problem istniejący od 1991 r., kiedy status kolekcji został zmieniony, jego zapisy nie były do końca jasne.

Chodzi o umowę zawartą w 1991 r. między Fundacją Książąt Czartoryskich a państwem polskim?

Tak, która potem była kilkakrotnie zmieniana i aneksowana. Choć w jej świetle kolekcja była formalnie powiązana z Muzeum Narodowym w Krakowie, znalazło się tam też szereg obostrzeń.

Wbrew temu, co ostatnio wielokroć niezgodnie z prawdą się powtarza, właścicielem dóbr, czyli kolekcji obrazów, rzeźb i innych przedmiotów muzealnych, ale także położonych w znakomitym miejscu budynków, w których muzeum się mieści, była na mocy starej umowy Fundacja Książąt Czartoryskich, założona przez księcia Adama Karola Czartoryskiego. Na stałe mieszka on w Madrycie, jest obywatelem hiszpańskim, nie mówi po polsku. Kolekcja ta nigdy nie była – powtórzę to wyraźnie raz jeszcze – własnością państwa polskiego czy polskiego narodu, tylko własnością prywatną księcia, który założył fundację i pod jej kuratelę przekazał zbiory.

Czy jednak kiedyś w przeszłości zbiory te nie były już raz przekazane narodowi przez wcześniejszych Czartoryskich, przodków księcia Adama Karola? Nie mówię o budynkach, ale o samych zbiorach.

Ano właśnie, to jest jedno z podstawowych przeinaczeń medialnych. Zbiory te nigdy nie były formalnie własnością państwa polskiego. Również przed wojną stanowiły własność prywatną księcia i były utrzymywane z wpływów z jego dóbr, czyli ordynacji sieniawskiej. W tym tylko sensie były podarowane narodowi, że on udostępniał je zwiedzającym, ale nigdy ich państwu polskiemu nie przekazał. Po II wojnie światowej, kiedy nastąpiła, jak wiemy, powszechna nacjonalizacja, również zbiory Książąt Czartoryskich przeszły na własność państwa. Kiedy po 1989 r. na fali zmian ustrojowych zaczęły się procesy sądowe o odzyskiwanie zagarniętej przez państwo prywatnej własności, zdecydowano się w 1991 r. wobec tej kolekcji zastosować takie oto rozwiązanie, że powstanie Fundacja Książąt Czartoryskich powiązana z Muzeum Narodowym w Krakowie, której zbiory te zostaną przekazane. Ten proces odzyskiwania zbiorów z różnych kolekcji muzealnych zawłaszczonych bezprawnie przez państwo komunistyczne po 1945 r. trwa do dzisiaj; walczy o nie bardzo wiele rodzin, nie tylko arystokratycznych. Dla niektórych muzeów byłby to duży problem albo wręcz katastrofa, gdyby się okazało, że część swych zbiorów musiałyby przekazać pierwotnym ich właścicielom.

A zatem ten niepewny los i długotrwałe spory o własność kolekcji mogły dotknąć także cenne, absolutnie unikatowe krakowskie zbiory Czartoryskich.

Właśnie, i aby tego uniknąć uzgodniono w 1991 r., że fundator zgadza się na prezentowanie jego prywatnych zbiorów, ale Muzeum Narodowe w Krakowie, ergo państwo polskie, ma je utrzymywać, dbać o ich konserwację itd. Z czasem jednak okazało się, że zawarta umowa wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się to na pozór wydawać. Bo skoro zbiory pozostały prywatną własnością, to fundator mógł nią dysponować, a zatem państwo było tylko jednym z podmiotów decydujących o ich losach. Stąd np. zaczęły się podróże po świecie „Damy z łasiczką”. Fundacja oczywiście na tym zarabiała. Z jednej strony była to promocja zbiorów, bo obraz stał się faktycznie bardzo znany poza naszymi granicami, ale z drugiej strony – takich cennych dzieł nie obwozi się po świecie. Ze względów konserwatorskich oraz z przyczyn prestiżowych, gdyż „Dama z łasiczką” powinna być stale w jednym miejscu, w Krakowie; przecież do takich dzieł sztuki pielgrzymuje się z całego świata – nie odwrotnie. One budują sławę miejsca, w którym są prezentowane.

Można też uszkodzić cenne dzieło, albo może nawet zostać ono skradzione.

Wszystko się może wydarzyć. Obraz namalowany jest na bardzo starej desce, w każdej chwili może pęknąć, dzieło byłoby wtedy nie do odtworzenia, a straty niepowetowane. Muzeum nie miało jednak na podróże obrazu wpływu, bo zbiory nie były naszą własnością, a jednocześnie odpowiadało za ich stan zachowania i bezpieczeństwo. Wbrew wszelkim nieprawdziwym i złośliwym komentarzom na temat idei zakupu, należy powiedzieć, że osiągnięte porozumienie między Skarbem Państwa a fundatorem, który odsprzedał swoją kolekcję, to zupełnie niewiarygodny sukces.

Była to rzeczywiście dobra wola Adama Karola Czartoryskiego, że zgodził się odsprzedać swą kolekcję za zaledwie 100 mln euro. Po zakupie kolekcji Czartoryskich pojawiły się w mediach oburzone głosy „po co wydali tyle pieniędzy”, kolportowano początkowo informację, że zbiory kosztowały miliard złotych…

Kosztowały 100 milionów euro, czyli ok. 420 mln złotych, a więc nawet mniej niż pół miliarda. Choć i miliard to nie byłoby dużo. Pamiętajmy, że nie został zakupiony jeden tylko obraz, ale cała niezwykle bogata kolekcja wraz z trzema cennymi budynkami na terenie starego Krakowa. Własność tych budynków to kluczowa sprawa, bo wreszcie jako ich właściciele możemy dokończyć remont, który jest zawieszony od 7 lat. Jak dotąd nie było szans na powstanie prywatnego muzeum i wyremontowanie budynków, gdyż książę nie miał możliwości sfinansowania tego z własnych środków czy ze środków Fundacji, a państwo polskie z kolei nie było zainteresowane stworzeniem nowego muzeum dla prywatnej kolekcji, utrzymywaniem jej, jak i całej placówki muzealnej, zapewnieniem etatów itd. Takich rzeczy się po prostu nie robi. W taką stronę zmierzał poprzedni minister kultury Bogdan Zdrojewski, który podpisał nawet porozumienie z księciem Czartoryskim w sprawie utworzenia samodzielnej instytucji, ale nie miało ono żadnych konsekwencji i nadal nic się nie działo. Poza tym nie było precyzyjne, nie bardzo było wiadomo, czy będzie to osobne muzeum i kto ma płacić za remonty – państwo polskie czy też fundacja.

Na ile jest wyceniana obecnie „Dama z łasiczką” Leonarda da Vinci?

Wartość ubezpieczeniowa z 2011 roku wynosi 300 milionów euro, czyli ponad 1 miliard 300 tys. złotych.

No, proszę! Czyli sama „Dama” warta jest więcej niż cena zapłacona przez państwo polskie za cały zbiór i budynki. A na ile wyceniany jest obraz Rembrandta „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem”?

W tym wypadku wartość ubezpieczeniowa wynosi 160 milionów złotych.

Od kiedy trwała sytuacja patowa, tzn. kiedy Muzeum Książąt Czartoryskich zostało w Krakowie zamknięte?

W 2010 r., ale „Dama z łasiczką” jeździła po świecie już od początku lat 90-ych XX wieku.

Skoro nie było wiadomo, kto ma łożyć na remont, to czy przez te lata wszystko w muzeum niszczało?

Na szczęście wewnątrz budynków poczyniono konieczne zabezpieczenia, więc zbiorom nic złego się nie stało, ale wiadomo, że każdy przedłużający się remont jest dla zbiorów niekorzystny. Kolekcja i budynki są w tej chwili pełnoprawną własnością Skarbu Państwa i już ruszamy z wstępnymi pracami.

Mówisz o budynkach – ile ich jest?

Są to trzy budynki obok siebie przy ul. św. Jana. Ułożony w linii, prostopadle do średniowiecznych murów Pałac, dalej Klasztorek oraz przylegający do murów Arsenał. Trzeba też podkreślić, o czym nie mówi się powszechnie, że do tej pory muzeum płaciło fundacji czynsz za użytkowanie tych budynków. Dla budżetu muzealnego były to znaczące sumy, teraz te koszty odpadną.

Kiedy muzeum zostanie ponownie otwarte?

Myślę, że w całości realnie nastąpi to najpóźniej w roku 2019 przy dobrym tempie prac.

Jednak… Trochę to potrwa, zanim znów będzie można oglądać „Damę z łasiczką”.

Czas ten zajmą przetargowa procedura budowlana, w którą dopiero wchodzimy, wszystkie niezbędne roboty, które trzeba wykonać, budowa całej infrastruktury muzealnej, w tym restauracji, kawiarni, księgarni a potem elementów ekspozycji. Po remoncie też trzeba będzie trochę odczekać, żeby ustabilizowały się warunki klimatyczne, wilgotność. Nie można bowiem wprowadzać dzieł sztuki do budynku zaraz po remoncie, do świeżo otynkowanych i pomalowanych ścian.

Remont trzeba zaczynać od podstaw?

Na szczęście nie, jest on w dużym stopniu zaawansowany, wykonane zostały już m.in. nowoczesne instalacje grzewcze i podziały architektoniczne we wnętrzach. Ale i tak jest jeszcze mnóstwo pracy.

Czy wiadomo, jaką nazwę będzie teraz nosiło muzeum – dalej Książąt Czartoryskich?

To się jeszcze okaże, ale z pewnością będzie w nazwie odwołanie do rodziny Czartoryskich. Zawsze tak w Krakowie było.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 2/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET