Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

W HOLANDII DZIECI UCZĄ SIĘ GŁÓWNIE O ISLAMIE I HINDUIZMIE

Aktualności

21.06.2017 9:17

Bp dr Everard de Jong, sufragan diecezji Roermond w Holandii.  Holenderski Kościół katolicki zmaga się z licznymi problemami – od ofensywy liberalizmu począwszy. Fot. Adam Sosnowski. Bp dr Everard de Jong, sufragan diecezji Roermond w Holandii. Holenderski Kościół katolicki zmaga się z licznymi problemami – od ofensywy liberalizmu począwszy. Fot. Adam Sosnowski.

 

 

Szatan szuka do ataku naszych najsłabszych punktów

Rozmowa z bp. dr. EVERARDEM DE JONGIEM, sufraganem diecezji Roermond, o dramatycznym upadku Kościoła w Holandii

 

Adam Sosnowski: Rozmawiałem ostatnio z młodym katolikiem z Holandii, moim rówieśnikiem. Powiedział mi, że na niedzielnej Mszy św. widzi w kościele tylko siwe głowy albo nie widzi żadnych. Kościół w Holandii jest zatem w dramatycznej sytuacji.

Bp Everard de Jong: Holandia od czasów reformacji jest podzielona w sensie religijnym. Północ jest przeważająco protestancka, a południe katolickie, bo ta część długo należała do Hiszpanii. Tak przynajmniej było, bo dziś w obu częściach kraju jest, tak jak Pan wspomniał, wielu ateistów. Jest u nas jedna metropolia składająca się z 7 diecezji, ale tylko w dwóch katolicy stanowią większość. Dawna struktura Kościoła katolickiego zniesiona przez protestantów, odbudowana została dopiero w 1853 r. Katolików dalej traktowano jednak jako obywateli drugiej kategorii, stopniowo walczyli o swoje prawa. W 1923 r. w Nijmegen powstał uniwersytet katolicki, co poprawiło w Holandii sytuację i pozycję katolików, których wówczas było jeszcze ok 40 proc. Niecałe sto lat temu, kościoły jeszcze były pełne.

To co się stało?

Protestantyzm zawsze był religią dominującą, a nawet można powiedzieć, państwową, bo wyznaje ją rodzina królewska od czasów reformacji. O ile protestanci są rozdzieleni na różne społeczności religijne, katolicy trwają zjednoczeni. Co więcej, szeregi Holendrów zasilili w XIX w. niemieccy katolicy, których Otto Bismarck wyrzucił z Niemiec w ramach tzw. Kulturkampfu. Podobnie schronili się u nas Francuzi wygnani ze swego kraju za wiarę. Od połowy XIX w. religia katolicka w Holandii rosła w siłę. Było tak dużo powołań, że Kościół musiał wysyłać księży na misje w odległe kraje, bo w samej Holandii nie było już dla nich pracy. Trudno to sobie dzisiaj wyobrazić. Negatywny przełom przyniosły jednak lata 1960. i II Sobór Watykański. Wtedy liczba ludności w Holandii po ciągłym wzroście osiągnęła w mniemaniu rządu krytyczną liczbę i zaczęto promować emigrację. Skorzystały z tego przede wszystkim duże rodziny, zazwyczaj katolickie, które wyjechały do Australii i Kanady. Tymczasem w latach 1970. zaczęli przybywać do nas mieszkańcy z byłych kolonii, wówczas upływ katolickiej krwi boleśnie się zaznaczył.

Wspomniał Ksiądz Biskup jednak także o negatywnym wpływie II Soboru.

Owszem, bo przypadł akurat na lata 1960., które diametralnie zmieniały mentalność ludzi. W Holandii panowała w tym czasie duża niechęć do kleru, który faktycznie miał silną pozycję społeczną i angażował się we wiele spraw. W 1954 r. biskupi wystosowali nawet list pasterski instruujący Holendrów, by nie głosowali na socjalistów. Jednak źle to zostało przyjęte, gdyż takich pouczeń ludzie sobie nie życzyli. Ale wtedy jeszcze wszędzie widziano kościoły i klasztory, nawet w Maastricht co trzecia osoba była wierząca. Dzisiaj tego niemal nie można już sobie wyobrazić. Cezurą był oczywiście Sobór i encyklika Pawła VI Humanae vitae, której nie zaakceptowali holenderscy wierni ani nawet część biskupów, którzy niemalże otwarcie się sprzeciwili nauczaniu papieża.

Sytuacja podobna jak w Niemczech, tam episkopat również odrzucił Humanae vitae.

Tak, z tym że w Holandii biskupi nie odcięli się oficjalnie, stwierdzili jedynie lakonicznie, że każdy wierny powinien podążać za swoim sumieniem. Autorytet Kościoła mocno na tym ucierpiał. Jeden z najważniejszych filozofów holenderskich, który zasiadał w komitecie doradczym tej encykliki, doradzał papieżowi Pawłowi VI, żeby jej nie publikował.

Szczerze powiedziawszy w ogóle nie rozumiem, dlaczego wokół Humanae vitae narobiono tyle szumu. Nie ma tam niczego, co od stuleci nie byłoby treścią nauki społecznej Kościoła katolickiego. Mówiąc kolokwialnie, każdy chyba wiedział, na co się pisze, przyjmując katolicyzm, tym bardziej ksiądz będący po studiach w seminarium czy biskup przyjmujący święcenia.

Jak najbardziej się z Panem zgadzam. Tu jednak chodzi się o pewnego rodzaju hedonizm. Ludziom przed rewolucją seksualną rodziło się wiele dzieci, bo antykoncepcja nie była tak rozpowszechniona. To się radykalnie zmieniło, gdy pojawiła się tabletka antykoncepcyjna. Ludzie chcieli współżyć bez konsekwencji, dlatego tak się wzburzyli słysząc, że antykoncepcja jest niemoralna.

Ale przecież Paweł VI niczego nie wymyślił. Powtórzył naukę Kościoła.

Ma Pan rację, ale jak już coś pojawi się na rynku, to ciężko temu przeciwdziałać. Kościół w Indiach przechodzi teraz ten sam problem, co my przed 50 laty. Byłem tam wiele razy, 90 proc. katolików chodzi w tym kraju co niedzielę do kościoła. Ale rząd uznał, że Indie mają za dużo mieszkańców i dlatego teraz promuje i rozdaje środki antykoncepcyjne. Św. Matka Teresa tłumaczyła metodę naturalnego planowania rodziny, która się sprawdza, ale wymaga odpowiedzialności, jednak rząd woli rzucić ludziom tabletki. Efekty już widać – rodziny są mniejsze, liczba powołań spada. Obywatele Indii są bardzo wierzący, ale według mnie idą w kierunku holenderskim.

To smutne, że wszystko sprowadza się do seksu i poddania własnym żądzom. Tym samym bowiem promuje się zezwierzęcenie człowieka.

Owszem. Z moich obserwacji wynika, że ludzie współżyjący poza małżeństwem i stosujący antykoncepcję przestają być otwarci na potomstwo i tracą wiarę. Wewnętrznie zamykają się na nowe życie, a tym samym na Boga, który jest dawcą życia. Statystyki tego nie ujmują, ale dostęp do antykoncepcji niszczy wiarę i moralność. Tabletka antykoncepcyjna od razu przyjęła się w Holandii w latach 1960. i 1970., wielu lekarzy i terapeutów namawiało do jej zażywania, argumentując, że czemu niby ludzie nie mieliby korzystać z cudów nowoczesnej techniki. Napisałem wówczas książkę w obronie Humanae vitae, więc o mnie proszę się nie martwić, ale problem w Holandii jest poważny. Mój ojciec ma 13 rodzeństwa, a ja 5. Takich rodzin dziś już jednak nie widać, ale Humanae vitae jest tylko pretekstem dla krytyki dla osób sprzeciwiających się nauce Kościoła. Oni tak czy inaczej będą korzystać z antykoncepcji.

Oprócz tego otrzymują wsparcie różnej maści intelektualistów akademickich, na Zachodzie czasami nawet teologów, którzy zapewniają, że Kościół jest zaściankowy i nie powinien wypowiadać się w tematyce małżeństwa czy współżycia.

Otóż to, szczególnie silnie można to było zauważyć w Holandii. Niestety, wielu teologów wewnątrz Kościoła popierało tę liberalną linię, co jest szczególnie smutne, gdyż kraj nasz zawsze miał mocnych i znaczących teologów, zwłaszcza wśród jezuitów i dominikanów. Te zakony jednak od początku lat 1960. coraz mocniej się liberalizują. Jeden z teologów w mojej diecezji proponował na przykład, żeby odejść od spowiedzi usznej, a zamiast tego wprowadzić nabożeństwa pokutne ze spowiedzią powszechną. Miał słuszność w diagnozie problemu, gdyż wiele ludzi rzeczywiście przychodzi do spowiedzi tylko przed świętami, robią się długie kolejki, księża się spieszą i sakrament pokuty sprawowany jest mechanicznie. Rozwiązaniem nie może być jednak nabożeństwo pokutne, gdzie ksiądz udziela powszechnego rozgrzeszenia, gdyż nauka Kościoła pozwala na to tylko w sytuacjach krytycznych, na przykład wtedy, gdy ma się rozbić samolot. Ale gdy te nabożeństwa raz już pojawiły się w Holandii, zanikła de facto spowiedź uszna. Dla mnie natomiast spowiedź była zawsze czymś szczególnym. W wieku 15 lat byłem u pewnego augustianina, który doskonale prowadził spowiedź. Spytał mnie po prostu, czy czegoś żałuję, więc ja mu odpowiadałem, bo przecież każdy człowiek czegoś żałuje. A na koniec zapytał, czy odpuścić mi wszystkie grzechy. Zdumiałem się bardzo i odpowiedziałem, no, gdyby ojciec mógł, to byłoby spoko! Co miesiąc do niego szedłem, a po każdej spowiedzi czułem wielką radość. Jednak liberalni teolodzy i intelektualiści zatruli tę atmosferę, mieli niestety także wstęp do seminariów duchownych. Wielu szczerych katolików z powołaniem do kapłaństwa zostało przez nich zniechęconych do tej drogi. Co więcej, ci ludzie często uczyli wręcz herezji. Po II Soborze zebrał się też synod holenderskiego episkopatu, który miał zdecydować, jak wprowadzić do praktyki duszpasterskiej program zarysowany w Humanae vitae. Z tego oczywiście niewiele wyszło, bo obrady zostały zdominowane przez postępowych przedstawicieli kleru, przeciwnych encyklice. Wystosowali dokument, z którego wynikało, że kobiety należy dopuścić do kapłaństwa i że każdy może odprawić Eucharystię.

Powtarzali zatem postulaty protestantów.

Jak najbardziej. Cała ta atmosfera doprowadziła do coraz większej liberalizacji poglądów w społeczeństwie. Panowało również przekonanie, że podczas II Soboru celibat zostanie zniesiony. W Holandii dochodziło do tak paradoksalnych sytuacji, że wyświęceni już księża odprawiali Mszę św., a w ławkach siedziały ich dziewczyny, tak byli przekonani, że już niebawem pozwoli się im na zawarcie małżeństwa. Gdy okazało się, że celibat pozostanie, księża ci opuścili kapłaństwo. A było ich 10 tys.

10 tysięcy kapłanów? Przecież to cała armia.

A proszę sobie wyobrazić, jaki to był szok dla tych wiernych, którzy im zaufali w sakramentach, szczególnie w spowiedzi. Jakie to zgorszenie, gdy taki ksiądz prawił moralność w sprawie współżycia, a teraz sam odszedł dla kobiety i grzeszy. Jak to wytłumaczyć czy zrozumieć? Albo inna kwestia – wprowadzono możliwość uczestnictwa w Mszy św. w sobotę wieczorem. Zaraz wykorzystali to niektórzy księża, mówiąc swoim wiernym, że jak się dobrze zachowują, a coś im w niedzielę wypadnie, to niech sobie przyjdą na Mszę św. za tydzień i nie ma żadnego problemu. Upadło również pojęcie grzechu ciężkiego, załamała się dyscyplina w liturgii. Księża zaczęli wprowadzać do niej własne modlitwy i pieśni tworzone głównie przez jezuitów. Najbardziej znanym był wówczas Huub Oosterhuis, który później zresztą przyznał wprost, że tworzył te piosenki dla pozbycia się dogmatycznych aspektów Eucharystii. Jeden z jego tekstów brzmi: „Panie, o ile istniejesz, przyjdź do nas”. Piosenki te wprowadzano w kościołach całej Holandii i tym samym zmieniano sposób myślenia Holendrów. Na osłabienie katolicyzmu złożyło się więc wiele rzeczy, ale u nas szczególnie zgubny wpływ mieli postępowi teolodzy. Szatan zawsze szuka najsłabszego punktu, aby uderzyć. Tym punktem jest pycha intelektualistów. Latem 1947 r. Karol Wojtyła rowerem zjeździł Francję, Belgię i Holandię. Zachowała się jego notatka z tych dni, w której przyszły papież zapisał: „Kościół w Holandii jest świetnie zorganizowany, ale jest bardzo powierzchowny”. Znamienne słowa papieża! To jest takie prawdziwe, niestety także dzisiaj. Luki na parafiach po starych księżach biskupi często zapełniają młodymi postępowcami, niejednokrotnie nie mając nawet wyboru. A taki facet jak przyjdzie, to przez rok zniszczy wszystko, co jego poprzednik budował przez dziesięciolecia.

A efektem tego są puste kościoły. Zresztą mitem jest, że taki liberalizm przyciągnie młodych ludzi. Wręcz przeciwnie, gdyż młodość jest wiekiem pewnego radykalizmu rozumianego jednak pozytywnie. To młodzi potrafią oddać się czemuś bez reszty i zarazić swoim entuzjazmem, ale letnią wodą nikt się nie ogrzeje.

Niech Pan spojrzy na Dni Młodzieży, które odbywają się w Holandii. Dwa lata temu uczestniczyło w nich 800 osób, czyli mało, ale rok temu było już tylko 200. Nie wiadomo, czy kolejny w ogóle się odbędzie. Przegraliśmy również w szkołach i w obszarze katechezy. Księża, którzy odeszli z kapłaństwa, o których mówiłem, zaczęli kształcić potem przyszłych nauczycieli religii. Wyobraża Pan sobie chyba, jaką siali oni dywersję przeciwko Kościołowi. Pozostali z nich zostali psychologami i terapeutami, bo to byli przecież wykształceni i mądrzy ludzie. To środowisko również zostało zarażone przez nich antyklerykalizmem i niechęcią do Kościoła katolickiego. Religia w szkołach jest już od lat 1970. zdominowana przez tych liberalnych katechetów. Wywarli więc oni wpływ na dwa pokolenia Holendrów, które nic nie wiedzą o naszej wierze.

Czy dzisiaj są jeszcze w holenderskich szkołach lekcje religii?

Są lekcje religioznawstwa, poznaje się więc na równi wszystkie religie, czego państwo wymaga zarówno w szkołach publicznych, jak i katolickich. Efekt jest taki, że na tych lekcjach przede wszystkim dzieci uczą się o islamie oraz hinduizmie, a praktycznie już niczego o katolicyzmie.

Te lekcje prowadzą świeccy czy księża?

Głównie świeccy, aczkolwiek w naszej diecezji jeszcze w mniej więcej połowie szkół naucza proboszcz danej parafii, szczególnie młodsze dzieci, żeby je przygotować do Pierwszej Komunii św. czy bierzmowania. Jesteśmy pod tym względem jedyną diecezją w Holandii. To ciekawe, że ludzie odchodzą od Kościoła, ale wciąż zależy im na sakramentach dla ich dzieci. Jednak oprócz przyjścia na I Komunię czy bierzmowanie dzieci te nie mają niczego w swoim życiu, co by je łączyło z Kościołem. Rodzice nie chcą nawet, aby zostały ministrantami, choć po Pierwszej Komunii św. jest bardzo dużo chętnych. Zabraniają z przyczyn ideologicznych, ale i dlatego, że w niedzielę rano nie chce im się wstawać, by pójść z dzieckiem do kościoła. 

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

 


 


 




→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET