Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

ROZDZIELENIE WIARY OD POLSKOŚCI I POLSKOŚCI OD WIARY PROWADZI NA MANOWCE

Aktualności

27.11.2017 10:14

Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Kościół nie ogranicza swej misji do żadnego narodu, lecz łączy ze sobą i w sobie różne narody. Ks. prof. Waldemar Chrostowski: Kościół nie ogranicza swej misji do żadnego narodu, lecz łączy ze sobą i w sobie różne narody.

 

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

Rozpocznę od pytania, które zapewne od czasu do czasu nam się nasuwa, a mianowicie co było pierwsze: naród czy Kościół? Gdy spojrzymy na naród polski i naszą historię sięgającą ponad 1050 lat wstecz, to oczywiste jest, że pierwszy był Kościół. Zostaliśmy wszczepieni w Kościół i zaistnieliśmy jako naród dzięki przyjęciu chrześcijaństwa i Ewangelii, która odtąd przetwarza i wzbogaca nasze życie zbiorowe i indywidualne. Kiedy jednak sięgniemy do Pisma Świętego oraz samych początków Izraela jako narodu Bożego wybrania, wtedy ta odpowiedź nabiera nowej treści.

Naród z wiary czy wiara z narodu?

Przypomnijmy kluczowe wydarzenia z samych początków Izraela jako narodu, tak jak je przedstawia starotestamentowa Księga Wyjścia. Znad Nilu na Półwysep Synajski zbiegł Mojżesz, któremu wydawało się, że na Synaju, z dala od faraona, będzie mógł ułożyć sobie bezpieczne życie. Wżenił się do rodziny madianickiego kapłana Jetro, był pasterzem owiec swego teścia i wydawało się, że nie spotka go już nic zasadniczo nowego. Ale oto coś, co uważał za koniec, stało się nowym początkiem. Otrzymał od Boga polecenie powrotu nad Nil i wyprowadzenia stamtąd swoich pobratymców. Po wielu perypetiach wyprowadził z niewoli rodaków, którzy nie byli świadomi swej tożsamości, i przyprowadził na miejsce, gdzie został powołany. Następnie otrzymał polecenie udania się na górę i tam przez 40 dni Bóg przygotowywał go do nowego daru. Ten dar w Biblii, a potem w tradycji żydowskiej, nosi nazwę Aseret ha-dewarim, czyli „Dziesięć słów”, to jest Dziesięć Przykazań. Dzięki nim lud niewolników wyprowadzonych z Egiptu otrzymał szansę stania się narodem Izraela, a tym samym przejścia od swobody i swawoli do wolności. W darze wolności, której ramy wyznacza Dziesięć Przykazań Bożych, lud hebrajskich niewolników ukształtował się jako naród Izraela, czyli jako społeczność, a zarazem także jako wspólnota wierzących.
Wspólnota to coś więcej i coś innego niż zbiorowość czy społeczność. Na fundamencie wiary w Boga i jej moralnych zobowiązań, które znalazły wyraz w Dziesięciu Przykazaniach, ukształtował się naród. Nie odbywało się to od razu ani bez przeszkód, lecz przez nieustanne ponawianie odpowiedzi dawanej Bogu, odpowiedzi wierności, która Izraelitów skutecznie integrowała i konsolidowała. A chociaż losy tego narodu były rozmaite i nie zabrakło w nich niewierności oraz odchodzenia od Boga, jednak i wtedy istniała świadomość, że powinno być inaczej.
Gdy mamy na względzie paradygmat „naród a Kościół” – przy czym wspólnotę biblijnego Izraela można nazwać Kościołem o tyle, że słowo „Kościół” jest tłumaczeniem greckiego ekklesia i hebrajskiego kahal oznaczających „zgromadzenie”, a szerzej „wspólnotę” – widzimy, że wiara w jedynego Boga i wierność Bogu stały się fundamentem kształtowania narodu. Był to swego rodzaju prawzór i nikomu nie przychodziło do głowy, by te dwie rzeczywistości rozdzielać, to jest rozdzielać naród w sensie etnicznym i naród jako wspólnotę wiary religijnej. Te dwa wymiary były ze sobą integralnie złączone. Nie próbowano ich rozdzielać, bo taki rozdział śmiertelnie godził w tożsamość narodu Izraela. Dodać trzeba, że także w naszych czasach państwo Izrael – uznawane za demokratyczne i należące do rodziny demokratycznych państw świata – nie ma konstytucji. Może to nas dziwić i zaskakiwać, ale okazuje się, że wystarczy, jeżeli konstytucję państwa stanowi Dekalog oraz prawa, które z niego wynikają.

Nowe czasy, nowe wyzwania

Historia Polski była odmienna. Przyjmując chrześcijaństwo, przyjęliśmy za swoją rzeczywistość ukształtowaną znacznie wcześniej. Gdy staliśmy się chrześcijanami, rozpoczął się proces kształtowania narodu. W rezultacie przyjęcia chrztu przez Mieszka i jego dwór zaistnieliśmy jako naród. Możemy słusznie odwoływać się do liczącej ponad 1050 lat historii nie tylko jako historii chrześcijaństwa w Polsce, ale także jako historii polskiego narodu. A skoro więź Kościoła z narodem istniała od samego początku i przez wieki była bardzo silna, to każda próba budowania tożsamości Polski bez chrześcijaństwa i bez Boga oznacza radykalną próbę jej zmiany, niosącą odejście od tożsamości, na której nasze dzieje i losy były budowane.
Istnieją w Europie narody, które mają przedchrześcijańską historię. Takim narodem są na przykład Litwini, u których odżywają tendencje do powrotu do przedchrześcijańskiej tożsamości. My, Polacy, przedchrześcijańskiej historii nie mamy. Mamy dzieje, dzieje naszej ziemi i naszych przodków, ale historia Polski jest od zarania związana z przyjęciem chrześcijaństwa. Ta wzajemna więź istnieje 1050 lat, aczkolwiek była wystawiana na różne próby, które przynosiły dotkliwe skutki. Obecnie, gdy pojawiła się zupełnie nowa rzeczywistość ideologiczna, mamy do czynienia z nowymi wyzwaniami. Nowość to bezprecedensowe uwarunkowania techniczne i technologiczne, ponieważ dysponujemy możliwościami, jakich nie miało żadne pokolenie przed nami. To, co stało się rzeczywistością, do czego przywykliśmy i co uważamy za integralny składnik życia, mianowicie telewizja, telefonia komórkowa, Internet, ma ogromne znaczenie dla wzorca relacji Ojczyzna-Kościół, państwo-Kościół oraz patriotyzm-Kościół.
Nasilają się i przynoszą zgniłe owoce tendencje, które w XVIII wieku wymyślił i upowszechniał Voltaire, tworząc zręby nowej propagandy antychrześcijańskiej, w szczególny sposób antykatolickiej i antykościelnej. Propaganda ta nigdy nie miała takich możliwości rozpowszechniania i oddziaływania, jakie ma dzisiaj. Dzieła Voltaire’a zawierają zapowiedź i swoisty opis sytuacji, z jaką obecnie mamy do czynienia.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 11/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET