Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

PISZCIE SKARGI NA TELEWIZJĘ I RADIO, NIE PETYCJE

Aktualności

21.02.2017 15:06

Janusz Kawecki jest profesorem nauk technicznych, inżynierem, publicystą związanym ze środowiskiem Radia Maryja. We wrześniu 2016 r. został powołany przez prezydenta RP Andrzeja Dudę na członka KRRiT na sześcioletnią kadencję. Fot. Michał Klag Janusz Kawecki jest profesorem nauk technicznych, inżynierem, publicystą związanym ze środowiskiem Radia Maryja. We wrześniu 2016 r. został powołany przez prezydenta RP Andrzeja Dudę na członka KRRiT na sześcioletnią kadencję. Fot. Michał Klag

Z prof. JANUSZEM KAWECKIM, członkiem KRRiT,

rozmawia Leszek Sosnowski

 

Leszek Sosnowski: Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie kojarzy się nam najlepiej, bowiem ostatnimi laty zasłynęła głównie jako polityczny przeciwnik Telewizji Trwam. Ale te czasy mamy szczęśliwie za sobą. Warto może zatem przybliżyć działalność tej skądinąd niezwykle ważnej dla naszego życia publicznego instytucji. Dużo osób pracuje łącznie w Radzie?

Prof. Janusz Kawecki: Razem w Biurze KRRiT – 148 osób, ale potrzebujemy jeszcze 60. Dlaczego? Jak uchwalano ustawę abonamentową, to zapisano, że wszyscy abonenci-dłużnicy, mogą wystąpić do KRRiT o umorzenie albo rozłożenie na raty zaległości z tytułu abonamentu. A podstawą do decyzji pozytywnej w tej sprawie są „szczególne względy społeczne lub przypadki losowe”. Tych, którzy przestali płacić, było i jest jeszcze dużo; nic dziwnego skoro swego czasu sam Donald Tusk do tego nawoływał… Więc przyjęcie lub nie argumentacji petentów wymaga decyzji Rady.

Musicie rozpatrywać każdy pojedynczy przypadek? Przecież tego jest na pewno ponad milion!

Niestety, tak. Wiele wniosków już zostało załatwionych, ale czeka jeszcze około 460 tys. spraw. Trzeba było utworzyć w Radzie dział, który będzie je specjalnie rozpatrywał. A przecież musi działać jeszcze druga instancja rozpatrująca odwołania, w tej zaś muszą być zatrudnieni zupełnie inni pracownicy. No i brakuje kilkudziesięciu etatów, aby w możliwie krótkim czasie (np. trzech lat) te zaległości rozpatrzeć.

Te etaty chyba sporo kosztują?

Oczywiście. Pensje to nie wszystkie koszty – bo jeszcze gdzieś tych pracowników trzeba umieścić i wyposażyć ich stanowiska pracy.

A KRRiT zaczynała swą działalność od kilkunastu osób…

W wyniku tego, o czym rozmawiamy, powstają dokumenty, które trzeba potem przechowywać. Każdy wniosek zajmuje osobną, niemałą wcale teczuszkę – potrzebne były specjalne magazyny. Na początku kadencji odwiedziłem te magazyny. Przy okazji podczas porządkowania okazało się, że przechowywane są tam dokumenty z protestów w sprawie przydzielenia miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam; wszystkie były już właściwie przygotowane do zniszczenia.

Czy ktoś z ramienia Rady w ogóle wcześniej do tych protestów zaglądał?

Tego nie wiem. W każdym razie wiadomo, że jeszcze J. Dworak wystąpił do Archiwum Akt Nowych o ich tzw. wybrakowanie. Zostawia się wtedy tylko 2,5% tej dokumentacji w archiwum podstawowym. Zgłosiłem, że dobrze byłoby, aby wszystkie te protesty dać jakiejś socjologicznej jednostce badawczej, np. uczelni w Toruniu, bo przecież było to niezwykłe zjawisko społeczne, obraz walki społeczeństwa z dyktatorską władzą, ale okazało się, że nie można tego zrobić, bo tam są dane wrażliwe i urząd ochrony danych na to nie pozwala. A gdyby nawet miało się to komuś przekazać, to realizacja procedur ustawowych w tym zakresie wymagałaby dużego nakładu pracy, a tego jest przecież ogrom – 60 metrów bieżących pudeł wypełnionych kartami formatu A4 z zestawieniami informacji o wspierających Telewizję Trwam w staraniach o dostęp do multipleksu.

Szacunkowo to 3 mln petycji, jeśli nie więcej, w KRRiT na pewno nikt tego nie liczył…

W Radiu Maryja przechowywane są kopie protestów, które protestujący wysyłali do Rady, ale na pewno nie wszystkie. Dlatego wystąpiłem z wnioskiem, żeby TV Trwam wysłała do magazynu KRRiT swoją ekipę. Przybył red. Pogorzelski i zrobił filmowy przegląd tych materiałów. Teraz na tym filmie widać, co to znaczy 60 metrów bieżących pudeł z kartami otrzymanymi przez KRRiT. Przy okazji zostało odkryte 5 zupełnie innych pudeł. Zawierały karty pocztowe i listy z lat 1997-99, które przesyłali kandydaci na słuchaczy Radia Maryja, oburzeni na brak częstotliwości, który uniemożliwiał im słuchanie „katolickiego radia w ich domu”. Podczas nagrania wziąłem do ręki kilka pierwszych z brzegu kart pocztowych – piękna treść, kompletnie zaprzeczająca ówczesnej propagandzie o listach przepojonych jadem i oszczerstwami. Wystąpiłem więc o to, by ten materiał w całości zachować, i być może się uda. I nie tylko zachować, ale również opracować w kilku pracach dyplomowych.

Bo to faktycznie jest kapitalny materiał socjologiczny, świadectwo tamtych czasów. Ale swoją drogą biurokracja w KRRiT jest straszna.

Ale nie da się inaczej, realizujemy wymogi ustawowe, nie tylko w sprawie telewizji Trwam. Jest cała narzucona ustawowo procedura postępowania np. w odniesieniu do skarg na nadawców i ich audycje przesyłanych do KRRiT. Po wpłynięciu skargi na jakąś audycję, należy najpierw wystąpić do tego, przeciwko komu jest ta skarga, czyli do nadawcy, żeby poznał treść skargi, odniósł się do niej i przysłał nagranie audycji, której ta skarga dotyczy. Nadawca musi zachowywać audycje przez 28 dni. Jeśli skarga wpłynie po tym terminie, to nie zawsze można ją odtworzyć. Dlatego wysyłający skargi powinni reagować odpowiednio szybko. Jeśli otrzymamy odpowiedź nadawcy, to członkowie Krajowej Rady porównują skargę z odpowiedzią oraz z zapisem audycji.

Wszyscy członkowie KRRiT, w liczbie pięciorga, debatuje nad jedną skargą?

Nie, tylko nad takimi, które rzutować mogą na przyszłość przy podejmowaniu istotnych decyzji. Wtedy wspólnie oglądamy lub słuchamy jakąś sporną audycję i potem dzielimy się swymi uwagami. Bo przecież są skargi różnego typu, nie zawsze roztropne.

W takim razie, skoro mówimy o skargach, to chciałbym zgłosić taką, że w licznych audycjach telewizji publicznej, bo w prywatnych mogą robić, co chcą…

…o nie, tak nie jest, że wszystko mogą. Muszą zachowywać wymagania wynikające z Ustawy o Radiofonii i Telewizji oraz zapisów w koncesji. I na straży tego stoi KRRiT.

Ale widocznie ta ustawa pozwala np. stacji TVN 24 działać, tak jak działa, zupełnie nieobiektywnie i oszczerczo w stosunku do swych przeciwników politycznych. Wróćmy jednak do telewizji publicznej utrzymywanej z pieniędzy podatników. Ostatnie wybory parlamentarne wygrał PiS – ponad 50% miejsc w parlamencie, a na ostatnim miejscu niejaka Nowoczesna – 28 mandatów. Przeciwko 234 mandatom. Ale ta wywalczona w demokratyczny sposób proporcja w ogóle nie jest zachowywana w programach informacyjnych i publicystycznych. W telewizji obecnie wypowiadają się głównie politycy, oni zmonopolizowali wiedzę na przeróżne problemy i tematy. Zwykle wygląda to tak, że przedstawiciel strony wygranej, reprezentującej ok. 6 mln obywateli jest wściekle atakowany przez przedstawicieli pozostałych czterech partii z tzw. opozycji. Ponieważ każdy z nich ma tyle samo czasu na wypowiedź, proporcje są takie: jeden z partii wygranej przeciwko czterem niby przegranym. Przegrani mają totalną preferencję czasową, zupełnie nieadekwatną do wyników wyborów, czyli do oczekiwań społeczeństwa. I to się u nas nazywa postępowanie pluralistyczne. A moim zdaniem sprawiedliwie byłoby wtedy, gdyby ukazywać proporcje ustanowione przez naród w demokratycznych wyborach. A więc nie pluralizm, a proporcjonalność – także w telewizyjnej dyskusji publicznej. Ta zasada proporcjonalności jest usankcjonowana w niektórych krajach w ich ustawach o mediach.

Zgadzam się. To znajduje swoje usankcjonowanie także w liczbowych proporcjach składów komisji sejmowych czy komisji śledczych.

Tymczasem w telewizji publicznej tego się zupełnie nie przestrzega, nie ma takiego obowiązku.

Powiedziałbym nawet, że jest jeszcze gorzej. Ten, który ma odeprzeć zarzuty całej czwórki reprezentującej opozycję, gdy tylko zaczyna mówić, któryś z nich już mu przerywa i przeszkadza, zakrzykuje, tak aby słuchacze nie mogli usłyszeć argumentów przeciwnych, uzasadniających poczynania rządu czy obozu patriotycznego.

Czy Krajowa Rada nie powinna wydać w tej sprawie jakiegoś zalecenia? Bo ustawy stworzyć nie może, może tylko wnioskować.

Ale może wydawać rozporządzenia, do których wydawania upoważnia ją ustawa, i które w większości zanim się ukażą, są negocjowane z głównymi nadawcami. Odbywają się dyskusje, omawiane wątpliwości. Po rozpoznaniu stanowisk głównych nadawców, których ma dotyczyć rozporządzenie, Rada rozstrzyga o jego treści i sposobie egzekwowania jego postanowień.

Zasadę proporcjonalności też można negocjować? Chodzi o medium publiczne, które ma odzwierciedlać wolę suwerena, czyli narodu.

Można to rozwiązać jeszcze inaczej. Krajowa Rada dofinansowuje z abonamentu działalność misyjną mediów publicznych. Dlatego nadawcy muszą wcześniej przedstawić program obejmujący zadania misyjne i ich finansowanie. My zaś oceniamy, jak i czy w ogóle spełnia on kryteria owej misyjności. Naszym zadaniem jest ocenić ten program i zatwierdzić lub skierować do poprawki.

A jeśli nie zatwierdzicie programów?

Jeśli nie zatwierdzilibyśmy planów programowo-finansowych, to publiczne radio i telewizja nie otrzymają pieniędzy z abonamentu na programy misyjne i mogłoby dojść do ich upadku, bowiem abonamentowy wkład finansowy jest ważnym składnikiem budżetu nadawcy publicznego.

To się nazywa dobrowolny przymus zatwierdzenia.

Przed taką sytuacją już stanęliśmy w Krajowej Radzie w grudniu 2016 r., gdy zatwierdzaliśmy wnioski programowo-finansowe nadawców publicznych negocjowane przez naszych poprzedników jeszcze w czerwcu 2016 r., a dotyczące 2017 r. Zatwierdzając nic już w nich nie mogliśmy zmienić. Musieliśmy przyjąć to, co zastaliśmy, a wynik naszego głosowania ujęty w uchwale podpisał nowy przewodniczący Krajowej Rady.

No tak, ale skoro on coś podpisze, to i jego będzie odpowiedzialność, a nie tych co wcześniej się układali.

Przygotowując się do zatwierdzenia planu programowego i finansowego nadawców publicznych na 2017 rok przeczytałem artykuł 22 Ustawy o Radiofonii i Telewizji, który mówi wyraźnie w ustępie drugim, że „jednostki publiczne radiofonii i telewizji umożliwiają naczelnym organom państwowym bezpośrednią prezentację oraz wyjaśnianie polityki państwa”. Podkreślam: bezpośrednią. A takich audycji nie znalazłem w planie przedstawianym przez nadawców publicznych. Ustęp trzeci mówi zaś, że „Krajowa Rada określa w drodze rozporządzenia tryb postępowania w sprawach, o których mowa w ustępie 2”. Uważałem więc, że w tej misyjnej działalności mediów publicznych powinny być, niezależnie od kierujących mediami, emitowane o stałej porze, w dobrym czasie oglądalności audycje, które będą prezentowały działalność prezydenta Rzeczypospolitej oraz rządu i to nie w ramach jakiejś sprzeczki polityków czy dyskusji z politykami opozycji.

Najczęściej pyskówki – nazwijmy rzecz po imieniu. Ale pomysł i logiczny, i bardzo potrzebny.

No właśnie. Tylko, że chodzi o audycje w formie przygotowywanej pod nadzorem Kancelarii Prezydenta i rządu. Wyraźnie przez nich podpisane i firmowane. Niech to będzie nawet tylko pół godziny raz czy dwa razy tygodniowo, by mogli powiedzieć, co robili w ostatnim czasie i jakie są efekty ich pracy, jak to się wpisuje w politykę państwa. Bo w dotychczasowych audycjach (publicystycznych) tego się nie usłyszy, chyba że z przeróżnymi komentarzami i przekrzykiwaniem przez „totalnych opozycjonistów”. Moim zdaniem byłaby to najlepsza forma prezentacji działalności prezydenta i rządu, bo robiona pod kierunkiem ich instytucji. Od mojego zgłoszenia mija już kilka miesięcy, ale okazuje się, że sprawy nie można zrealizować, wpisać w nowelizację rozporządzenia, ciągle jest coś negocjowane…

Ta rozsądna koncepcja zakłada, że Kancelaria Prezydenta i premiera dysponują świetnymi ludźmi mediów, którzy takie programy potrafiliby przekonująco, bez nudy zrealizować. Co do tego jestem raczej sceptyczny.

Ale to nie szkodzi, można takich ludzi zatrudnić, nie brakuje w Polsce fachowych i rzetelnych dziennikarzy. Przecież to zadanie wpisać się powinno w działalność misyjną nadawcy publicznego. Trzeba tylko chcieć, a nie biadolić i mówić, że się nie da.

Pańska propozycja jest cenna i powinna być zrealizowana. Jednak nie rozwiąże to sprawy pyskówek polityków, które są codziennością, z którymi prowadzący programy w żaden sposób sobie nie radzą, albo nawet nie chcą sobie radzić. To należałoby również ukrócić i unormować.

Propozycja, którą zgłosiłem i o której mówiłem, nie wynika z tego, że tylko ja tak myślę. Rozmawiam z wieloma ludźmi, którzy mi na to zwracali uwagę. Niektórzy podawali przykład bardzo ciekawego, chętnie słuchanego Serwisu Watykańskiego, który przez 15-20 minut informuje codziennie o działalności Stolicy Apostolskiej. To samo można byłoby zrobić w odniesieniu do rządu i prezydenta RP. Nawet wpłynęła skarga jednego z profesorów na telewizję publiczną, że takiego programu nie ma. Jest to dla mnie podbudowaniem poglądu, że społeczeństwo odczuwa potrzebę takiej właśnie niezależnej od dziennikarzy prezentacji. Również sprawa zmiany formy dyskusji w telewizji publicznej wymaga rozmów i rozpracowania. Oddawanie wszystkim na raz głosu nie ma sensu, rozmowę najlepiej jest prowadzić w gronie dwu, trzyosobowym. Więcej niż trzech osób prowadzący audycję w ryzach nie utrzyma. A poza tym musi on być dobrze do tej wymiany poglądów ze swymi rozmówcami przygotowany. I tu z satysfakcją odnotowuję pojawienie się w końcowej części Wiadomości w TVP „Gościa Wiadomości” z najczęściej jedną, a najwyżej dwoma osobami i potem rozmową kontynuowaną w TVP Info.


 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

 



→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 2/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET