Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

OSIEMDZIESIĄT MIEĆ LAT TO NIE GRZECH!

Aktualności

21.06.2017 11:12

 

Fot. Jan Śliwka Fot. Jan Śliwka

O Janie Pietrzaku,

który się lewakom

nie kłania

 

Jolanta Sosnowska

 

 

 

Podczas galowego koncertu, który odbył się w słynnym warszawskim Studiu Koncertowym im. Witolda Lutosławskiego Polskiego Radia dokładnie w dniu 80. urodzin artysty, 26 kwietnia, uprzytomniłam sobie nagle, że przecież z jego piosenkami zetknęłam się już jako paroletnie dziecko. Odkąd bowiem rodzice kupili w księgarni składankową płytę gramofonową "Mikrofon i ekran – FPP Opole 68", często i przez wiele lat brzmiały w naszym domu dźwięki takich piosenek jak np. „Spokojnie, chłopie”, którą śpiewał właśnie Jan Pietrzak, wówczas 31-letni. Na tej samej płycie prezentowali się również m.in. Rena Rolska („Za horyzontem”), Stan Borys („To ziemia”) czy Teresa Tutinas („Jak cię, miły, zatrzymać”) – wielkie przeboje wielkich gwiazd estradowych tamtych lat.

Jan Pietrzak był już wtedy po wielkim sukcesie założonego przez siebie, działającego od 1961 roku Kabaretu Hybrydy, ale musiał zaczynać niejako od nowa, bowiem w 1967 r. kazano mu Hybrydy opuścić. Stało się to po sterowanych atakach prasowych oskarżających go o „podważanie kierowniczej roli partii i demoralizację socjalistycznej młodzieży”. Wraz z nim odszedł drugi filar tego kabaretu, Jonasz Kofta (to właśnie z tamtego pierwszego okresu ich współpracy pochodzi słynna do dziś i chętnie przez wielu artystów wykonywana piosenka „Pamiętajcie o ogrodach”). Kiedy ukazała się płyta z piosenką „Spokojnie, chłopie”, Jan Pietrzak właśnie rozkręcał działający do dziś Kabaret pod Egidą (premiera odbyła się 10 lutego 1968 r.) W latach 1970. występowali tam tak znani i wybitni ówcześni artyści jak: Barbara Krafftówna, Adam Kreczmar, Anna Nehrebecka, Kazimierz Rudzki, Wojciech Siemion, Jan Tadeusz Stanisławski czy Danuta Rinn (niezapomniane, brawurowe wykonanie piosenki „Gdzie ci mężczyźni”!). Był to kabaret artystyczny, kabaret aktorski, kabaret dla niegłupiego widza. Pietrzak płynął już na fali popularności, choć ta największa miała dopiero nadejść.

Nie miałam wówczas jednak o tym wszystkim najmniejszego pojęcia; byłam jeszcze dziecięciem. Nie potrafię też powiedzieć, czy utworem „Spokojnie, chłopie” zainteresowałam się jeszcze w wieku przedszkolnym. Na pewno jednak nuciłam go już w podstawówce. Znalazł się w moim dziecięcym repertuarze, który prezentowałam podczas przeróżnych rodzinnych spotkań u babci Gieni, kiedy wraz z moją młodszą siostrą Zosią oraz siostrami ciotecznymi Krysią, Gosią, Wiesią i Hanią dawałyśmy występy ku uciesze naszych bliskich. Ubierałyśmy wyciągane z szafy babcine i ciotczyne sukienki, zakładałyśmy do tego dużo za duże buty na obcasach i trzymając w ręku porcelitową gruszkę, która służyła nam za mikrofon, raczyłyśmy rodzinę ówczesnymi polskimi przebojami. Z zapałem śpiewałam wtedy tę właśnie piosenkę Jana Pietrzaka, która zaczynała się od słów: Poziewałbyś czasem/ To śpiewałbyś basem/Nastroje mijają i stroje /Po świecie byś brykał/ To leżałbyś bykiem/ Bo babka wciąż wróży na dwoje.
Słowa od częstego słuchania płyty znałam na pamięć, choć nie bardzo wszystko rozumiałam. Nie wiedziałam na przykład, dlaczego babka wróży na dwoje, co to jest herkulo, którego porcję trzeba zjadać co rano, po co sprawdzać, czy wschodzi ozimina i czemu należy unikać masonów. Najbardziej ulubiony przeze mnie, bo też i najlepiej zrozumiały, był wtedy jeden z refrenów: Spokojnie, chłopie/ Bądź dobrej myśli, czytaj „Przekrój”/ Spokojnie, chłopie/ Najlepiej wróć do szkolnych lektur/ Szczególnie Amicisa „Serce”/ I pani Konopnickiej wiersze/ Za parę dni będą efekty. Jako nastolatka zaczęłam czytać krakowski „Przekrój” – którego wszakże kategorycznie nie wolno utożsamiać z tym, co teraz ukazuje się w Warszawie – zaśmiewając się m.in. z przygód Profesora Filutka, Humoru zeszytów szkolnych oraz biorąc do serca porady Jana Kamyczka dotyczące savoir-vivre’u. Najbardziej śmieszyły mnie jednak inne słowa piosenki: Spokojnie, chłopie/ Nie podnoś głosu, nie czyń wrzawy/ Spokojnie, chłopie/ Zachowaj sobie cenne rady/ Pal tanie „Sporty”, w rękaw kichaj/ Najlepiej w ogóle nie oddychaj/ Wszyscy się zgodzą, żeś bez wady. Dopiero, gdy wydoroślałam, odkryłam i doceniłam całą żartobliwą przewrotność tej piosenki i zarazem jej powagę, którą wyraża aktualna do dziś puenta: Ale pamiętaj – przyjdzie dzień/ Dorosły syn zapyta cię:/ „A życie? Życie żeś przegapił”. No, bo za spokojnie też niedobrze!

 

Jan Pietrzak występował wówczas często w telewizji, wtedy jeszcze czarno-białej i nie nadającej 24 godziny na dobę. Występował w przeróżnych, bardzo eleganckich programach rozrywkowych. I co tu dużo mówić – uwodził swoim scenicznym emploi przedstawicielki płci pięknej. Potrafił nieźle tańczyć, równie nieźle obiecywać i czarować. Ot choćby w piosence „Przybądź i bądź” do muzyki Jerzego Wasowskiego, kiedy prosił z przymrużeniem oka: Bądź moją majętnością,/ bo w karty grywam namiętnie./ Bądź moją namiętnością –/ w porze wieczornej najchętniej./ Bądź moją lojalnością,/ gdy wkoło inne panienki,/ i bądź moją upadłością,/ najlepiej – to na czymś miękkim. Piosenki Pietrzaka miały różnorodne ciekawe aranżacje, dominowały w nich a to akordeon, a to perkusja, a to gitara.
Czasami nosił brodę, czasami był gładko ogolony, a czasem miał wąsa. Ubrany w jasne lub ciemne luzackie garnitury śpiewał z filuternym uśmiechem „Za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie” do muzyki Adama Skorupki. Już wtedy myślał perspektywicznie o mającym nadejść roku 2000, w pewnym sensie, jak się dziś mówi, magicznym; wierzono i oczekiwano, że przyniesie on wiele zmian. Snuł m.in. taką oto wizję: Za trzydzieści parę lat,/ jak dobrze pójdzie,/w kiosku Ruchu kupię „Świat”,/ „Forum” nie będzie,/ podgrzeję ziółka, zapalę „Sporta”/ i do snu wnukom powiem baśń/ o cudownych, pięknych dniach/ lat sześćdziesiątych. Nie bardzo te przepowiednie jednak się panu Jankowi spełniły, bo „Świat”, tygodnik, który cechowała świetna fotografia oraz niebanalne teksty literackie, po zmianach w redakcji na bazie czystek marcowych niestety nie powrócił do dzisiaj na prasowy rynek, a bardzo popularne, bo przedrukowujące artykuły z gazet zagranicznych „Forum” istnieje do dziś, jest bardziej lewackie niż za komuny i nie ma jednak żadnych trudności z tym, aby go nabyć. Co do wnuków, to pierwszy właśnie się Jankowi Pietrzakowi urodził, tak więc dopiero teraz nadarza się artyście sposobność opowiadania obiecanych bajek. Obecnie natomiast idealnie do niego pasuje strofa z piosenki „Pan mi mówi”, napisanej przez niego w 1986 roku: I pomimo ósmego krzyżyka/ ma ambicję raczej zrozumiałą,/ żeby wnuki nauczyć wierszyka:/ Kto ty jesteś? Polak mały!

Bywało, że pan Janek w ciemnym garniturze, pod krawatem i z kwiatem w butonierce uderzał z estrady i ekranu telewizora w liryczne tony. Ot, śpiewając choćby do własnej muzyki wiersz Mariana Ośniałowskiego: Liście z topól opadają/ w alejach, w ogrodach,/ Piękni w pięknych się kochają, / głęboka woda, zielona woda./ Sina mgła, szare oddale, /czerwone owoce,/Jakże się w tej mgle odnaleźć, / głębokie noce, zielone noce. W tamtych czasach jego sceniczne wcielenie to ubrany w czarny golf brodaty egzystencjalista à rebours. Narażając się bardzo gomułkowskiej władzy, naigrawał się z socjalistycznego inteligenta na krótko przed marcem 1968: Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem/ Chodzi taki, intelekt ma w oku/ Zastanawia go kryzys powieści/ To Sibelius mu bliższy niż Chopin/ Kształci styl w umysłowych igraszkach/ Póki co... A dostanie tylko paszport.../ I do Anglii prać pieluchy,/ do Szwecji myć talerze/ Do Francji sprzątać brudy,/ do Danii skubać pierze.

 

Warto przytoczyć ciąg dalszy tej mało dziś znanej piosenki, bo ów wyśmiewany typ już obecnie nie internacjonalistycznego, a kosmopolitycznego inteligenta przetrwał niestety do chwili obecnej, skutecznie kształcony przez ostatnie 27 lat przez środowisko „Ga, ga, gazety” i jej odnóg. Typ ten został starannie wykształcony w nienawiści do wszystkiego, co polskie. Piosenka ta, podobnie jak wiele starszych utworów Jana Pietrzaka, nadal jest aktualna. Potrzebna jest tylko jedna drobna zamiana – słowa „socjalizm” na „liberalizm”:

Tam się zgina w układnym ukłonie

Kiedy gość go poklepie po plecach

Tam haruje jak wół do wieczora

Bo mu patron pół centa obiecał

A już w drodze powrotnej do kraju

Myśli, jak tu ulepszyć by socjalizm (...)

I pomyślmy panowie Polacy,

Czy osobnik, o którym tu mowa,

Wie, co sprawa i walka co znaczy?

O Judymie co sądzi nasz rodak?

Czy w ogóle ma jakieś idee?

Jeśli nie, no to co się u nas dzieje?

Gdy popatrzeć na skład Kabaretu pod Egidą w ciągu minionych 50 lat jego dziejów, trudno uwierzyć, że niektórym osobom, które przewinęły się przez jego deski sceniczne w bardzo różnych miejscach (często w ramach represji kabaret był przeganiany), tak bardzo zmieniło się widzenie świata. Niektórzy z nich wręcz brzydzą się obecną twórczością Pietrzaka i trzymają się od niego z daleka. Trudno zrozumieć to tym bardziej, że swego patriotyzmu artysta nigdy nie ukrywał. Ale może wtedy, żeby przypodobać się publiczności, bo takie wówczas były nastroje społeczne, inni jego koledzy i koleżanki ten patriotyzm tylko udawali, jedynie zręcznie grali go na scenie jak na dobrych aktorów przystało. Może też Pietrzak już wtedy to podejrzewał, skoro także do swoich kolegów artystów adresował ostatnią zwrotkę bardzo wzruszającej piosenki napisanej (do muzyki Wojciecha Karolaka) w 1977 r., na cztery lata przed wprowadzeniem stanu wojennego „Jedno życie”: Tylko jeden nam, kochani,/dany kraj,/ jedna Wisła i Warszawa,/ Pcim i Kłaj,/ w testamencie zapisany/ wspólny hymn,/ że nie zginie, że powstanie,/ póki my...!/ A ich tak wielu, tak wielu.../A nas tak łatwo dzielić.

 

Wybuch Solidarności w sierpniu 1980 r. przyniósł Janowi Pietrzakowi i Kabaretowi pod Egidą ogromną popularność w całej Polsce – bo padły bariery cenzury. Wszyscy wiemy, jak wielką karierę zrobiła wtedy jego pieśń napisana w 1976 roku, po tzw. wydarzeniach radomskich, „Żeby Polska była Polską” z muzyką Włodzimierza Korcza. Do teraz uważana jest za hymn „Solidarności”, ale też w pewnym sensie za hymn niepodległości Polski. Gdziekolwiek dziś jest śpiewana, ludzie wstają z miejsc, roniąc niejednokrotnie łzy wzruszenia. Tandem Pietrzak/Korcz stworzył w tym samym czasie też inną piękną piosenkę „Święte słowa”. Przytoczę tu fragment, bo jest on ważny dla całej późniejszej twórczości Pietrzaka, którą charakteryzuje trwanie przy wartościach, co wielu dziś jawnie dyskredytuje lub wręcz opluwa:

Zza morza bzdur zasadniczych,

zza Himalajów nonsensu

wracają słowa, które się liczą

dopóki mamy głowy i serca.


Dopóki w głowach myśli krążą

nie porażone pogardą,


jest święte słowo: wolność,


jest święte słowo: prawda. (...)

Hej, filomatów następcy!

Hej, filaretów prawnuki!


Zespólmy myśli w jedno ognisko,

w jedno ognisko duchy!


Choćby nam kiedyś wraże moce


świat postawiły na głowie,

jest święte słowo: Polska,


jest święte słowo: człowiek!

W 1982 r. Pietrzak napisał gorzką piosenkę „Generacja utraconych złudzeń”, która najbardziej znana jest z wykonania Piotra Fronczewskiego. Ostatnia zwrotka pasuje do czasów obecnych jak ulał: Pogrążeni w otępieniu i w obłudzie,/ kiedyś może spróbujemy jeszcze raz.../ Pokolenie utraconych złudzeń,/ generacja zmarnowanych szans. Również z 1982 r. pochodzi aktualna do dziś piosenka „Jasne niebo”. Czyż bowiem nadal nie jest tak, że:
Smog potworny znów zagraża Wawelowi,

Kraków ginie i Wit Stwosz oskarża nas.

Barbarzyńcy, Niemcy, Turcy, Tatarowie,

Nie zdołali tego zrobić, co nasz czas.(...)

Póki żyje chociaż jeden biały orzeł

I królestwa swego strzeże górnych stron,

Nie powinno tu zabraknąć (i nie może!)


Serc gorących, głów otwartych, mocnych rąk.

Najbardziej znane piosenki, ale także skecze czy monologi Jana Pietrzaka pochodzą niewątpliwie ze „słynnego sezonu 1980” Pod Egidą (można ich dziś posłuchać i obejrzeć je w Internecie). Przyjechałam właśnie wtedy do Warszawy na studia i całkiem nieźle znałam już twórczość Jana Pietrzaka, a w jego słynnym kabarecie występowali wtedy Ewa Błaszczyk, Ewa Dałkowska, Janusz Gajos, Elżbieta Kijowska, Joanna Żółkowska, Piotr Fronczewski, Wojciech Pszoniak, Bogdan Łazuka. Zapamiętałam z tamtego czasu hasła „Jest śmiesznie, będzie jeszcze śmieszniej”; „Aby Polska rosła w humor, a ludzie żyli weselej”, „Nie jest ważne, jak jest, ważne, jak się umówimy. Tyle lat umawialiśmy się, że jest dobrze” czy „Odwieczny dialog – ja będę mówił, a państwo będziecie słuchać – to się teraz dialog nazywa”. No i skąd my to znamy, nawet jeśli wtedy tego nie słyszeliśmy…

Kopiowane z koncertów nagrania „Kabaretu pod Egidą” puszczane były wówczas w nieskończoność z tzw. kaseciaka (magnetofon kasetowy) w akademiku na Kickiego, gdzie wówczas mieszkałam. Na studenckich prywatkach mówiliśmy całymi frazami „z pana Janka”. Wystarczyło rzucić np. słowo, „rozrób”, a reszta gremialnie dopowiadała: „w razie czego unikajmy jednak rozrób”. Zaśmiewaliśmy się do łez, słuchając lub oglądając jego skecze (oba z 1979 roku) „Szachy personalne” z nim i Fronczewskim czy „Awas” z Pszoniakiem i Fronczewskim lub Pietrzakiem i Gajosem. Dobrze zapamiętałam też Piotra Fronczewskiego w monologu Jana Pietrzaka „Podły wieczór draństwu”. W połowie lat 1980. (po wprowadzeniu stanu wojennego działalność została, jak wiemy, zdelegalizowana) dołączyli do zespołu Krzysztof Daukszewicz czy Kazimierz Kaczor, a w latach 1990. w programach kabaretu pojawiali się Maciej Damięcki, Marcin Daniec, Agnieszka Fatyga, Jacek Kaczmarski, Emilian Kamiński, Krzysztof Piasecki, Krystyna Sienkiewicz, Andrzej Szczepkowski, Marcin Wolski, Renata Zarębska. Kogóż tam nie było! Pietrzak przyciągał artystów każdej maści. Publiczność zaś była niezmiennie zachwycona kolejnym nowym programem Egidy.

 

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

 

 


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET