Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

KSZTAŁTOWANIE PAMIĘCI HISTORYCZNEJ

Aktualności

19.01.2017 14:32

 

 

 

 

Kształtowanie pamięci historycznej

 Już nie świątynia kultu przeszłości,
a forum wymiany poglądów

Z dr. ADAMEM BUŁAWĄ, dyrektorem Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie rozmawia Paweł Stachnik

 

Paweł Stachnik: „Muzeum wojskowe powinno istnieć jako świątynia sławy wojennej ubiegłych pokoleń – sławy, której młode nasze wojsko powinno czuć się godnym spadkobiercą” – tak w memoriale skierowanym do ministra spraw wojskowych pisał w grudniu 1918 r. ówczesny dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie Bronisław Gembarzewski. Zatem idea założenia muzeum wojska pojawiła się wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości.

Adam Buława: Pomysł utworzenia flagowej placówki muzealnej polskich sił zbrojnych zrodził się w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Pierwotnie nazwa instytucji brzmiała tylko Muzeum Wojska, a formalnie powołał je dekretem Wódz Naczelny Józef Piłsudski 22 kwietnia 1920 r., nota bene tuż przed wyprawą na Kijów. Pierwsza siedziba mieściła się w Warszawie przy ul. Podwale 15. Muzeum wzorowane było na francuskich placówkach tego typu, ukazywało historię oręża na tle historii powszechnej. Ekspozycja zaczynała się więc od sali archeologicznej, gdzie można było zobaczyć m.in. zabytki militarne ze starożytności.

Pomysłodawcą założenia placówki był cytowany płk Bronisław Gembarzewski, ciekawa postać, warta osobnego przypomnienia.

Gembarzewski był malarzem, znawcą sztuki, muzealnikiem z doświadczeniem wyniesionym z pracy w muzeach Francji i Szwajcarii. Od 1916 r. kierował Muzeum Narodowym w Warszawie. I rzeczywiście to on wyszedł z pomysłem stworzenia wojskowej placówki muzealnej. Wykazał się przy tym skutecznością, przekonał do swego pomysłu Piłsudskiego, choć sam był raczej orientacji narodowej. Musiał też pokonać konkurencję, bo pierwsze muzeum wojska – na Zamku Królewskim w Warszawie – założone zostało wcześniej przez oficerów legionowych. Gembarzewski przeforsował swoją koncepcję, a Naczelnik zlikwidował tamto muzeum wcielając jego zbiory do nowej placówki i mianował go jej dyrektorem.

Jak Muzeum Wojska powstawało w praktyce? Skąd pozyskiwano zbiory?

Tysiąc pierwszych zabytków przekazało Muzeum Narodowe. Dotarł też sprzęt i broń zdobyte podczas wojny polsko-bolszewickiej. Dużo było także darowizn instytucjonalnych i prywatnych, gdyż po odzyskaniu niepodległości na fali patriotycznego entuzjazmu Polacy przekazywali do muzeów rodzinne zbiory, podobnie czynili kolekcjonerzy. Wzbogaciły się wtedy wszystkie placówki, w tym Muzea Narodowe w Warszawie czy Krakowie oraz nasza. Znany cieszyński kolekcjoner Bruno Konczakowski miał bogaty zbiór broni wschodniej i zbroi japońskich, jeden z najlepszych w Europie w owym czasie. W latach 1930. przekazał pewną część za darmo do Muzeum Wojska. Resztę chciał sprzedać za sumę równą półtorarocznemu budżetowi placówki lub za wysokie odznaczenie państwowe. Dyrekcja muzeum załatwiła mu więc przyznanie Krzyża Odrodzenia Polski i w ten oto sposób także reszta jego cennej kolekcji znalazła się u nas.

Posiadamy wiele prywatnych zbiorów. Wśród nich bardzo cenną kolekcję militariów znanego malarza Józefa Brandta (w tym oryginalne zbroje husarskie z XVII w.), a także kolekcje gen. Dąbrowskiego oraz warszawskiego zbieracza i architekta Antoniego Strzałeckiego. Gembarzewski miał duże zasługi w odzyskiwaniu zbiorów z Rosji. Przed I wojną światową studiował tam na uczelniach artystycznych i prowadził kwerendę poloników we wszystkich miejscach. A że był człowiekiem bardzo skrupulatnym, sporządzał szczegółowe spisy. Przydały się one podczas akcji rewindykacji polskich zbiorów z Rosji prowadzonej w latach 1920. na mocy ustaleń pokoju ryskiego. Duża część naszych zbiorów została wówczas pozyskana.

Muzeum gromadziło też pamiątki po marszałku Piłsudskim. Co z nich udało się zdobyć?

Były to pamiątki zarówno bezpośrednio związane z Marszałkiem, jak i z miejscami, w których mieszkał lub pracował. Jedną z najcenniejszych jest maska pośmiertna, zdjęta w noc śmierci Piłsudskiego. Mamy mundur marszałka, były meble z Belwederu i wypchana Kasztanka. Trzecią kategorię stanowią obrazy, zdjęcia i popiersia Piłsudskiego.

W latach 1930. placówka doczekała się nowoczesnej siedziby w Warszawie.

W 1927 r. rozpoczęto budowę gmachu Muzeum Narodowego przy al. 3 Maja (dziś Aleje Jerozolimskie). Na podstawie porozumienia ministra spraw wojskowych z władzami miasta jedno ze skrzydeł przeznaczono od 1933 r. dla Muzeum Wojska; dzierżawa przewidziana była na 99 lat. Pod koniec lat 1930. zbiory liczyły około 70 tys. eksponatów, nie tylko polskich. Ponieważ ówczesne władze chciały upowszechniać kulturę w społeczeństwie, dwa lata przed wybuchem wojny wprowadzono darmowe bilety do muzeum. Frekwencja wzrosła wtedy ze 100 tys. do 500 tys. zwiedzających rocznie. Prowadzono też intensywną politykę historyczną propagując historię kraju przy różnych okazjach, np. na urządzanych wówczas często wystawach gospodarczych nieodłączną część stanowiła ekspozycja historyczna ukazująca dawną chwałę Polski, w tym chwałę oręża polskiego. Największe malowidło w naszych zbiorach – „Bitwa pod Chocimiem” Stanisława Kaczora Batowskiego był na tych właśnie wystawach eksponowany.

Jak potoczyły się losy muzeum podczas wojny i okupacji? Można powiedzieć, że wyszło z nich dość obronną ręką.

We wrześniu 1939 r. niemiecka bomba trafiła w sąsiednie Muzeum Narodowe. Część gruzu spadła wtedy na nasz dziedziniec uszkadzając stojące tam eksponaty. Niemieccy okupanci po zajęciu Warszawy przejęli gmach i urządzili w nim magazyny Waffen SS. Eksponaty zebrano w trzech pomieszczeniach, a nadzór nad nimi sprawował rtm. Stanisław Gepner oraz nieliczny przedwojenny personel. Podczas okupacji w muzeum pojawiał się Bronisław Gembarzewski, który starał się otaczać opieką pracowników i wspomagał ich finansowo z własnej kieszeni. Placówka została wcielona do Muzeum Narodowego, które stało się wtedy niemieckim Muzeum Miasta Warszawy. W pewnym momencie dr Peter Paulsen, niemiecki muzealnik, który kierował akcją rabowania polskich zbiorów, wybrał 1,5 tys. najcenniejszych eksponatów ze średniowiecza i renesansu oraz ok. 2 tys. rycin i wywiózł je do Krakowa. Wybraną zaś broń myśliwską i wschodnią zabrali przedstawiciele Jagdmuseum w Monachium.

Podczas powstania warszawskiego budynek nie był celem bezpośrednich walk, ale kiedy w pobliżu eksplodował niemiecki pojazd Goliat, wyleciały w nim wszystkie szyby i drzwi. Poza tym niemiecka załoga dopuszczała się w muzeum zniszczeń i kradzieży. Po upadku powstania dzięki aktywności dyrektora Muzeum Narodowego, prof. Stanisława Lorentza dużą część zbiorów udało się spakować i ewakuować z miasta. Budynek ocalał, nie został przez Niemców wysadzony, choć przygotowywali się do tego. Już w lutym 1945 r. przystąpiono do prac remontowych i odzyskiwania wywiezionych eksponatów. Pierwszą wystawę stałą otwarto w styczniu 1946 r.

Nowe komunistyczne władze niebawem doprowadziły do znaczących zmian w charakterze ekspozycji, tak by odpowiadały ich wizji historii. Jak daleko zmiany te wówczas zaszły?

Każda wystawa stała jest zawsze odzwierciedleniem obowiązującej wykładni dziejów państwa polskiego. Było tak również wtedy, a może – zwłaszcza wtedy. Nazwę zmieniono na Muzeum Wojska Polskiego, koncentrując się na dziejach oręża polskiego i usuwając tło historii powszechnej. Początkowo, do końca lat 1940., wystawa nawiązywała do kształtu przedwojennej ekspozycji, choć wstawiono do niej elementy dotyczące II wojny z przechyłem na lewo. Ekspozycję gruntownie zmieniono na przełomie lat 1949-1950 usuwając wtedy w ogóle wiele wątków. Nacisk położono na lewicowe tradycje w polskich ruchach niepodległościowych, np. udział Polaków w komunie paryskiej czy w wojnie domowej w Hiszpanii, a później oczywiście na Ludowe Wojsko Polskie, które w ówczesnej narracji o II wojnie światowej było najważniejsze. Akcentowano też rolę Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej w pokonaniu faszyzmu. Był też oczywiście odpowiedni komentarz ideologiczny.

Przez cztery lata po wojnie pracował w muzeum personel przedwojenny, w 1949 r. dokonano jego wymiany. Muzeum przeszło też dwie czystki eksponatów. Jedną przeprowadzono na przełomie lat 1940. i 1950. z rozkazu Konstantego Rokossowskiego (zachował się nawet jego rozkaz w tej sprawie), kiedy niektóre eksponaty wycofano i po prostu je zniszczono. Tak było np. z wypchaną Kasztanką Piłsudskiego, którą spalono, a także z dwoma samolotami myśliwskimi Spitfire (jeden był z polskiego dywizjonu), które zezłomowano. Straciliśmy też oryginalne niemieckie działo samobieżne Hetzer o nazwie „Chwat”, zdobyte podczas Powstania Warszawskiego. Drugą czystkę przeprowadzono w czasach Gomułki, w latach 1960., gdy zabrano się za niemiecki sprzęt wojskowy. Część rzeczy ocalała dzięki kręconemu wtedy serialowi „Czterej pancerni i pies”. Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi na wieść o wycofywaniu eksponatów wiele z nich przejęła, a następnie wykorzystała w filmie. Po zakończeniu zdjęć pojazdy zostały w Łodzi, dzięki czemu po latach udało nam się odzyskać połowę eksponatów.

W latach powojennych wystawa ulegała zmianom. Z okazji obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego w latach 1960. powstała nowa ekspozycja, którą otwierała sala zaprojektowana przez ówczesnego dyrektora płk. Kazimierza Koniecznego. Jak na tamte czasy była bardzo nowoczesna, miała m.in. podświetlane panele i ciekawie wyeksponowane zabytki. Natomiast w wymowie ideowej była bardzo antyniemiecka. Zmiany pojawiły się też w latach 1970. i 1980. Uwzględniono wtedy np. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, a prócz GL i AL pojawiła się też AK.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


 

 

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 2/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET