Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

KOŚCIÓŁ MIĘDZY ABORCJĄ, ROZWODNIKAMI A MUZUŁMANAMI

Aktualności

24.04.2017 12:01

Abp Jean-Claude Hollerich od 2011 r. jest metropolitą Luksemburga. Archidiecezja terytorialnie jest tożsama z Wielkim Księstwem Luksemburga i nominalnie mieszka w niej ok. 400 tys. katolików. Fot. Archidiecezja Luksemburga Abp Jean-Claude Hollerich od 2011 r. jest metropolitą Luksemburga. Archidiecezja terytorialnie jest tożsama z Wielkim Księstwem Luksemburga i nominalnie mieszka w niej ok. 400 tys. katolików. Fot. Archidiecezja Luksemburga

Z abp. Jeanem-Claudem Hollerichem

rozmawia Adam Sosnowski

 

Adam Sosnowski: Księże Arcybiskupie, jakie zdaniem ekscelencji zagrożenia stoją dzisiaj przed Kościołem?

Abp Jean-Claude Hollerich: Największym zagrożeniem jest to, że tracimy wiarę. Co prawda u was w Polsce sytuacja jest bardzo dobra, Kościół jest w dobrym stanie, ale zachód Europy jest już mocno zsekularyzowany. Kościół jeszcze całkiem nie zniknął, ale jest duże niebezpieczeństwo, że za 20, 30 lat stanie się już tak nieliczny, iż nie będzie odgrywał żadnej roli w społeczeństwie.

Ksiądz Arcybiskup przez 22 lata pracował w Japonii. Jak bardzo różni się duszpasterstwo tam od tego w Europie Zachodniej? W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do pełnych kościołów w niedzielę.

U nas już tego nie ma. Gdy wróciłem do Europy, byłem w szoku. Na Mszach świętych nie ma już dzieci ani ludzi młodych, tylko garstka babć i dziadków. Niektóre dzieci przyjdą na Eucharystię może dwa czy trzy razy przed przyjęciem Pierwszej Komunii św., a inne nie pokażą się ani razu. Sam sakrament też jest już tylko rytuałem jakby pozbawionym głębszego sensu. Kościół w Europie Zachodniej znowu musi się stać misyjny.

Z tego, co Ksiądz Arcybiskup mówi, wynika jednak, że rodzice chrzczą jeszcze dzieci i wysyłają je do Pierwszej Komunii św.

Tak, ale głównie dlatego, że jest to zwyczajem. Nie kryje się za tym żadna głębsza wiara. Luksemburg jest jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów świata, razem z pozostałymi państwami Beneluksu.

Kto w tej sytuacji pomaga Księdzu Arcybiskupowi w duszpasterstwie? Skąd przychodzi wsparcie? Nie mówię oczywiście o Panu Bogu czy Duchu Świętym, lecz raczej o duchownych współpracownikach czy wiernych świeckich.

Ależ Bóg mi bardzo pomaga i czuję jego wsparcie! Są małe płomienie nadziei! Zainicjowałem w swojej diecezji adorację Najświętszego Sakramentu i coraz więcej osób w niej uczestniczy. Populacja luksemburska tylko w połowie składa się z Luksemburczyków, drugą część stanowią przedstawiciele innych narodów – ich wspólnoty są dużo żywsze i pełniejsze wiary. Mamy na przykład w Luksemburgu wspaniałą polską parafię, w której pracuje dwóch księży. We wspólnocie angielskojęzycznej będzie teraz odprawiana druga Msza św. w niedzielę, gdyż jedna nie mogła wszystkich pomieścić, przychodziło tak wiele osób. Największą grupą etniczną są Portugalczycy, bardzo przywiązani do swej wiary. A kiedy na ulicy widzę rodzinę z dziećmi, najpewniej są to Francuzi. Moje poprzednie uwagi odnosiły się głównie do mieszkańców krajów Beneluksu.

Mówi Ksiądz Arcybiskup zatem o zaciągu wiernych z krajów tradycyjnie katolickich. Co jednak z potrzebą nowej ewangelizacji dla pozyskania miejscowych wiernych?

Mamy w naszym Kościele nowe ruchy, na przykład polską wspólnotę charyzmatyczną, która jest bardzo żywa, albo spotkania małżeństw organizowane przez Portugalczyków – to oddziałuje na innych. W mojej diecezji działa także neokatechumenat i Ruch Szensztacki [jest to międzynarodowa organizacja katolicka założona w 1914 w Schönstatt koło Koblencji w Niemczech; jej celem jest głównie apostolstwo świeckich i ewangelizacja o wymiarze maryjnym – przyp. red.] prowadzony również przez Portugalczyków. Staram się wszystkie te inicjatywy połączyć, również po to, aby coraz bardziej czuli się oni częścią Kościoła luksemburskiego.

Mówiąc o przyprowadzaniu ludzi z powrotem do Kościoła podawane są zazwyczaj dwie drogi: niezłomne trwanie przy doktrynie nie bacząc na koszty, tak jak było w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, albo luzowanie doktryny, aby ludziom było – teoretycznie – łatwiej. Którą drogę Ksiądz Arcybiskup uważa za właściwą?

Uważam, że trzeba być surowym, a równocześnie miłosiernym.

Brzmi ładnie, ale co to konkretnie znaczy?

Jeżeli chodzi o doktrynę, to nie może być zmian. Co miałbym powiedzieć? Że Chrystus nie zmartwychwstał? Byłoby to kłamstwem, a przez to tym bardziej nikt nie przyszedłby do kościoła. Ale jeżeli są osoby rozwiedzione, naprawdę wierzące, jednak żyjące w nowych związkach i są w takiej sytuacji, że zmiana by im pomogła, to powinno być miłosierdzie.

Co konkretnie Ksiądz Arcybiskup chce przez to powiedzieć?

Żeby ich dopuścić do Komunii św. Proszę pomyśleć o przypowieści o synu marnotrawnym. Gdy powraca do domu, drugi syn jest niezadowolony i narzeka – on przecież ciągle trwał u boku ojca.

Owszem, ale syn marnotrawny wrócił ze skruchą i pokorą, bez żadnych roszczeń wobec ojca. Wcale nie uważał, że zrobił dobrze. Nie chciał dalej trwać w grzechu. Tymczasem Chrystus w Ewangelii mówi jednoznacznie: nie ma rozwodów. „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!” (Mk 10,8-9).

Ależ ja wcale nie jestem zwolennikiem rozwodów. W żadnym wypadku. Powinniśmy zrobić wszystko, aby pary zostały razem.

A jeżeli nie zostają?

Podam przykład. W Luksemburgu mieliśmy parlamentarzystkę, która jako jedyna zagłosowała przeciwko całkowitej wolności w sprawie aborcji i przeciwko eutanazji. Jako jedna z dwóch osób sprzeciwiła się małżeństwom homoseksualnym. A to jest kobieta po rozwodzie, żyjąca w kolejnym małżeństwie.

Cieszę się, że taka osoba zasiada w parlamencie luksemburskim i nie chodzi o to, aby ją potępić. Jednak z całym szacunkiem Księże Arcybiskupie, ten przypadek nie jest argumentem przeciwko jednoznacznym słowom Chrystusa z Ewangelii.

Nie jest. Nie mówię, że jej drugie małżeństwo jest prawdziwym małżeństwem.

Ale Ksiądz Arcybiskup udzieliłby jej Komunii św.?

Tak.

Czyli jednak chyba mamy do czynienia ze zmianą doktryny.

Nie, Ojciec Święty Franciszek mówi o tym w adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Opisuje w niej warunki, jakie muszą zostać spełnione. Nie oznacza to, że każdy rozwodnik ma teraz dostęp do sakramentów.

Ale przed Amoris laetitia Ksiądz Arcybiskup miał inne zdanie?

Przed Amoris laetitia nie powiedziałbym tego, co przed chwilą powiedziałem.

Czyli w opinii Księdza Arcybiskupa wraz z Amoris laetitia przyszła jednak pewna zmiana?

Tak. Nie jest to jednak zmiana doktryny, ale otwarcie na miłosierdzie w przypadkach, gdy zmiana sytuacji w małżeństwie nie jest już możliwa. Jest to sytuacja grzechu, ludzie o tym wiedzą, ale nie mogą się z niej wydostać. Nie można ich wtedy wykluczyć z sakramentów, które pomagają im żyć wiarą.

Podsumowując, Ksiądz Arcybiskup uważa, że adhortacja papieska Amoris laetitia otwiera drogę do Komunii św. dla rozwiedzionych, żyjących w ponownych związkach?

Tak, ale tylko w niektórych przypadkach. Nie jest to trywializacja rozwodu.

Proszę wybaczyć, ale trudno mi się z tym zgodzić… Małżeństwo jest nierozerwalne, co wynika z Ewangelii.

Tak, ale małżonkowie powinni o tym wiedzieć, my musimy im to mówić. Nie tylko przed ślubem, ale także potem, gdy dopuszczamy ich do Komunii św. Nie mogą sądzić, że ich nowy związek jest małżeństwem. To jest różnica. Czasami ludzie grzeszą i bardzo chcą z tego wyjść. Nie potrafią, a chcą być z Bogiem.

Przecież będąc w stanie grzechu ciężkiego nie można przystąpić do Komunii św.

Ale papież powiedział, że w tych przypadkach możemy. Pan wie, że jestem jezuitą, więc mam wobec Ojca Świętego szczególne, dodatkowe więzi posłuszeństwa. Chciałbym raz jeszcze podkreślić, że nie jest to zmiana doktryny. Nie jestem wcale za tym, aby przyjąć stanowisko, że w małżeństwie wszystko wolno. To byłby liberalizm czy relatywizm, czemu się stanowczo sprzeciwiam.

Pozwoli Ksiądz Arcybiskup, że pozostanę przy swoim zdaniu… W Luksemburgu tematem bardzo gorącym jest problem aborcji, gdyż ustawodawstwo jest u was bardzo liberalne pod tym względem. Ksiądz Arcybiskup popadł nawet z tego powodu w konflikt z rządem.

Aborcja w Luksemburgu jest powszechnie dostępna. Jeżeli jej chcesz, nie ma z tym żadnego problemu. W związku z tym aborcji jest wiele, co jest tragiczne i smutne. Wiele młodych matek abortuje swoje dzieci, gdy jest nawet tylko cień podejrzenia, iż urodzi się ono w jakikolwiek sposób upośledzone. Szpitale zresztą tak doradzają. Jestem bardzo szczęśliwy, że Kościół katolicki w Polsce tak mocno przeciwstawia się aborcji i nie zamierza wejść na tę drogę, że świeci przykładem dla innych.

Aborcji sprzeciwia się u nas także duża część społeczeństwa.

To dobrze. Bardzo ciężko cofnąć się choćby o krok, gdy już raz udzieli się zgody na aborcję. Według poprzedniego ustawodawstwa luksemburskiego aborcja była przynajmniej uznana za coś złego, choć nie groziła za nią żadna kara. Teraz zniknęło nawet to. Jesteśmy dziwnym społeczeństwem, które zabija swoje dzieci. To ludobójstwo.

Skoro mówimy o rzeczach, które zniknęły, dotyczy to także lekcji religii. Od września zeszłego roku nie naucza się już religii w luksemburskich szkołach. Jak do tego doszło?

Nowy rząd miał to zapisane w swoim programie wyborczym. Zbytnio się temu nie przeciwstawiałem, bo wiedziałem, że i tak nie mamy katechetów, którzy mogliby nauczać religii. Z bólem stwierdzam, że jesteśmy bardzo słabym Kościołem.

Mówimy o świeckich katechetach czy o księżach?

Świeckich. Mieliśmy instytut przygotowujący nauczycieli do nauczania katechezy w szkołach – w zeszłych latach mieliśmy około jednego studenta rocznie…

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET