Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

GOŁYM OKIEM WIDAĆ, ŻE DZIAŁA PRAWO SKONSTRUOWANE DLA OSZUSTÓW

Aktualności

27.03.2017 14:20

Poseł PiS Janusz Szewczak, autor bestsellerowej książki „Banksterzy”, jest przewodniczącym Sejmowej Podkomisji ds. Instytucji Finansowych, a także członkiem trzech zespołów parlamentarnych: ds. praw pacjentów, ds. rozwiązywania problemów mieszkańców tzw. Polski powiatowo-gminnej oraz tradycji i pamięci Żołnierzy Wyklętych. Fot. Michał Klag Poseł PiS Janusz Szewczak, autor bestsellerowej książki „Banksterzy”, jest przewodniczącym Sejmowej Podkomisji ds. Instytucji Finansowych, a także członkiem trzech zespołów parlamentarnych: ds. praw pacjentów, ds. rozwiązywania problemów mieszkańców tzw. Polski powiatowo-gminnej oraz tradycji i pamięci Żołnierzy Wyklętych. Fot. Michał Klag  

 

Z posłem JANUSZEM SZEWCZAKIEM

rozmawia Leszek Sosnowski

 

 

Leszek Sosnowski: Wicepremier Mateusz Morawiecki będąc w  Davos na Światowym Forum Ekonomicznym zasiał wątpliwość, czy w  Polsce za rządów koalicji PO-PSL nie zawyżano PKB. A  jak Ty to oceniasz: faktycznie zawyżano?

Janusz Szewczak: Wicepremier Mateusz Morawiecki powiedział wówczas publicznie, że istnieje w  tej kwestii poważna wątpliwość, że faktycznie mogło dojść do jakiegoś sztucznego zawyżania PKB w  kontekście fikcyjnych, fałszywych faktur VAT-owskich. Wielkość kwot na tych lewych fakturach jest tak gigantyczna, że na ich bazie łatwo było przeszacować PKB w  latach 2014-2015. Trzeba to dokładnie zbadać. Szacuje się, że np. w  2013 r. wartość oszukańczych faktur VAT-owskich, tzw. karuzelowych, opiewała na kwotę 19 mld zł; w  2014 r. już na 50 mld zł, a  w  2015 na 81 mld zł. To ogromne sumy – deficyt budżetowy całego państwa wynosi w  skali roku ok. 50 mld zł.

Minęło od tego czasu ładnych kilka tygodni i… cisza. Nie słychać, żeby ktoś prowadził jakieś dochodzenie w  tej sprawie.

Proceder „karuzelowych” faktur został na pewno przystopowany. Nie został rzecz jasna zlikwidowany ostatecznie, tak łatwo to nie idzie. Gdy wicepremier Morawiecki zasiał tę wątpliwość, od razu ruszyła lawina oburzenia i  tłumaczeń, m.in. byłych członków Rady Polityki Pieniężnej, byłego ministra finansów (który zasiadał na tym urzędzie przez prawie 7 lat) i  zarazem wicepremiera Rostowskiego, że to niemożliwe, aby te faktury były oszukańcze, bo wtedy także faktury po stronie importu byłyby też fałszywe.

Nie bardzo rozumiem dlaczego?

No właśnie, dlaczego? Ta wypowiedź świadczy albo o  jego kompletnie złej woli, albo niekompetencji. Albo o  jednym i  drugim. Zwrot VAT-u  wyłudza się przecież od państwa za eksport, a  nie za import.

Tu może trzeba Czytelnikom wyjaśnić: każdy towar, który z  Polski wysyłany jest za granicę, ma opłacony VAT, który następnie zostaje zwrócony, kiedy zostanie potwierdzone, że towar przekroczył granicę.

Proceder polega na tym, że towar tak naprawdę nigdzie nie wyjeżdża – pozostaje w  kraju i  jest tu po niższej cenie sprzedawany, co czyni go nieuczciwie konkurencyjnym wobec towaru innych handlowców czy przedsiębiorców. Po różnych zagranicznych firmach podróżują jedynie lewe faktury; gdy taka faktura wraca do kraju (dlatego mówimy o  ich karuzeli), następuje żądanie zwrotu figurującego na niej VAT-u. Czy my jesteśmy na przykład potentatem w  produkcji telefonów komórkowych, gigantycznym producentem tabletów, smartfonów? Ba! herbaty i  kawy?

A  dlaczego telefonów albo herbaty i  kawy?

Bo wystawiane były faktury na gigantyczne ilości tych właśnie produktów wysyłanych z  Polski, a  potem następowały olbrzymie zwroty VAT-u. Komórki, paczki kawy czy herbaty, to towar stosunkowo mały fizycznie, którym łatwo można manipulować, to nie są stalowe blachy czy betonowe słupy. Jeśli obserwujemy nagły wzrost eksportu kawy z  Polski na Węgry o  600 proc., albo miliardowe transakcje w  eksporcie z  Polski telefonów komórkowych, których nasz kraj nie produkuje, to gołym okiem widać, że to ewidentna lipa.

Gołe oko widzi, a  oko urzędników skarbowych i  finansowych nie?

No właśnie… Za 8 lat rządów Platformy i  PSL mieliśmy tendencję szybkiego wzrostu Produktu Krajowego Brutto (PKB) – a  więc wartości wypracowanych w  kraju w  formie produkcji i  usług – o  mniej więcej 100 mld zł rocznie. W  roku 2014 PKB wynosiło ok. 1 bilion 600 mld zł, w  2015 – 1 bilion 700 mld, a  w  2016 r. – ponad 1 bilion 800 mld. Jednak mimo że PKB rósł, to wpływy z  podatku VAT nie rosły. Były lata, kiedy wpływy te wręcz spadały.

Czyli oszuści dostawali pieniądze z  tytułu zwrotu VAT-u, ale jednocześnie potężnymi, lewymi fakturami podnosili poziom PKB, co zafałszowywało obraz sytuacji ekonomicznej i  gospodarczej kraju, ale zarazem poprawiało wizerunek ówczesnego rządu?

Tak to wygląda. Nie ma możliwości, żeby minister finansów Rostowski nie dostrzegał, że w  budżecie nie przybywa mu za bardzo wpływów z  podatku VAT. Okazało się, że w  2016 r., w  pierwszym roku rządów PiS-u, mimo tak ogromnych wydatków socjalnych w  wysokości ok. 20 mld zł (m.in. leki dla starszych osób, 500 plus) dało się wygospodarować, zarobić i  ściągnąć do budżetu o  prawie 20 mld zł więcej. W  związku z  tym powstaje pytanie, gdzie te pieniądze szły przez 8 lat rządów PO-PSL? Nie było wtedy przecież tak rozbudowanych programów społecznych. Gdy pomnożymy 20 mld razy 8, otrzymamy kwotę 160 mld. Co stało się z  tymi gigantycznymi pieniędzmi?

Czy ktoś to już wyjaśnia?

Uważam, że powinno to być przedmiotem zainteresowania specjalnej sejmowej komisji śledczej.

To wszystkie przekręty będziemy teraz wyjaśniać poprzez komisje śledcze w  Sejmie? Posłów braknie do tych wszystkich komisji. Od czego są prokuratura i  sądy?

Jasne, też mogłyby się tym zająć. Po pierwsze należałoby wyjaśnić sposób przekazywania danych do PKB. Mam tu ciekawe doświadczenie. Na przełomie 2014/2015, gdy rządziła jeszcze PO-PSL, a  ja nie byłem posłem, opublikowałem na jednym z  portali pewne wielkości makrowskaźników dotyczących polskiego PKB, zastanawiając się czy na pewno są one wiarygodne, a  nie „podrasowane”. Po tym tekście otrzymałem od kierownictwa Głównego Urzędu Statystycznego propozycję spotkania, na którym zamierzano mi wyjaśnić moje błędne rozumowanie i  ignorancję w  kwestii statystyki. Mogłem się obrazić i  nie pójść, ale postąpiłem odwrotnie. Zostałem przyjęty przez pewnego wysoko postawionego przedstawiciela władz GUS-u  oraz chyba osiem pań dyrektorek i  wicedyrektorek. Siedliśmy przy dużym stole, gdzie tłumaczono mi, jak to jest z  tymi danymi. Pierwszą ich uwagą było, że pod rządami Platformy zliczają to, co dostają w  postaci informacji od Ministerstwa Finansów, sami danych nie zbierają. Powiedziałem, że chyba jest jednak ktoś, kto w  skali makro ocenia i  weryfikuje dane? Nikt nie weryfikował. Zadałem następnie pytanie: ile GUS dolicza teraz do polskiego PKB z  tytułu nowych zaleceń Komisji Europejskiej ESA-2010j, która nakazuje do PKB zaliczać wpływy z  przemytu towarów, handlu narkotykami i  prostytucji. Ku memu ogromnemu zaskoczeniu usłyszałem odpowiedź, że doliczają oni do tego wzrostu aż 0,8 proc., a  wtedy wzrost PKB wahał się w  granicach 3-4 proc. Przyznam się, że mnie zatkało.

To w  sumie jakaś gigantyczna suma; kilkanaście miliardów z  tytułu prostytucji i  narkotyków?

W  przypadku 0,8 proc. PKB oznaczało to kwotę ok. 14-15 mld zł. Zapytałem, kto to policzył? Usłyszałem, że nikt tego nie liczy, że to się tak szacuje. Odparłem, że równie dobrze można by to oszacować na 0,1 proc. I  teoretycznie można byłoby tak przyjąć, bo nie ma żadnych dowodów na takie lub inne wpływy z  prostytucji czy handlu narkotykami. Przecież nikt nie sprawdza, na jaką kwotę świadczą swe usługi choćby prostytutki w  przydrożnym lesie. Już to samo było dla mnie zastanawiające, że tak gigantyczną kwotę wlicza się na poczet tak niby znakomitego rozwoju kraju. Oznaczałoby to, że rozwija się on w  dużym stopniu dzięki przemytowi towarów, handlowi narkotyków i  prostytucji.

Sama metoda, podkreślmy nakazana przez UE, zaliczania do PKB wpływów z  nierządu, narkotyków i  przemytu jest po prostu haniebna. To zarazem głupota i  demoralizacja do sześcianu. Czemu to służy? Tylko eliminowaniu wartości z  życia publicznego, relatywizowaniu zła. Oswajaniu z  myśleniem, że może prostytucja i  narkotyki są do pewnego stopnia złe, ale przecież podnoszą nam PKB! Czyż można się dziwić, że Unia lekceważy wartości demokratyczne, skoro dostrzega wartości w  narkotykach i  nierządzie?

Tak jest, mamy szukać dochodów u  prostytutek i  dilerów, i  nie dostrzegać potężnych oszustw podatkowych. Legalnie działające w  Polsce wielkie firmy wykorzystują doradztwo dużych zagranicznych koncernów audytorsko-konsultingowych w  kwestii niepłacenia podatków. Bardzo często są to największe instytucje doradcze w  Polsce, które współpracowały również z… rządem. Pisze o  tym prof. Witold Modzelewski w  wielu swoich pracach, nazywając to zjawisko schizofrenią; ta sama firma doradza Ministerstwu Finansów jak tworzyć prawo podatkowe, a  jednocześnie doradza korporacji, jak ma postępować, by podatku nie zapłacić.

Czyli doradza, jak stworzyć prawo, w  którym będą furtki, przez które można będzie legalnie wyjść nie płacąc podatków?

Dokładnie tak. W  związku z  tym zapytałem w  GUS-ie o  tzw. optymalizację podatkową. Okazało się, że 65 proc. procent podmiotów gospodarczych nie płaci żadnego podatku CIT, w  tym duża część super- i  hipermarketów.

Jak to, nic nie płacą? Żadnych podatków?

Tak manipulują kosztami, że jeszcze im trzeba zwracać. Były przypadki, że zwracano podatki wielkim sieciom zagranicznym działającym w  Polsce. W  GUS-ie powiedziano mi, że oni dostają gotowe dokumenty z  instytucji państwowych i  na ich podstawie tworzą statystyki. Zapytałem więc, czy nie mają prawa zakwestionować danych, kiedy ewidentnie widać, że coś się nie zgadza. Mieliśmy choćby taki przykład, że nasze dane o  eksporcie do Niemiec nie zgadzały się z  danymi niemieckimi. Urzędnicy GUS stwierdzili jednak, że nie mają prawa kwestionować danych. To, co dostają, po prostu przeliczają i  jaki im wynik z  tego wychodzi, taki podają do wiadomości.

Trzeba zdać sobie sprawę z  tego, czemu służy GUS. Nie jest to instytucja, która ma stwarzać jakieś ciekawostkowe dane dla mediów, tylko na podstawie jej badań opracowuje się m.in. budżet całego państwa.

Mało tego, GUS opracowuje też liczne wskaźniki służące np. do waloryzacji różnego rodzaju świadczeń – socjalnych czy emerytalnych, czy naszego raportowania do Komisji Europejskiej. Dane te służą zatem także potrzebom budżetu UE.

Zafałszowanie – umyślne lub nie – danych GUS-owskich może mieć zatem bardzo poważne konsekwencje, prowadzące do podejmowania błędnych decyzji w  skali całego kraju.

Tak jest, mało tego, wiele kluczowych wskaźników jest obliczanych w  relacji np. do PKB, jak choćby zadłużenie kraju. Jeśli PKB jest niższy, a  dług rośnie, to wyższe zaczynają być koszty obsługi tego długu. To jest również kwestia postrzegania wiarygodności kredytowej państwa, wiarygodności gospodarczej itd.

Mówi się, że słynny kryzys grecki, który trwa od kilku lat, powstał na podstawie zafałszowanych danych statystycznych..

Żeby ukryć wielkość długu państwa, fałszowano dane statystyczne. Pomagały w  tym duże banki zagraniczne, np. Goldmann Sachs.

Gdy sprawa się wydała, tego samego dnia zaczął się potężny kryzys. Stosunkowo nieduży kraj wstrząsnął całą Europą.

Grecy liczyli na to, że mają 3-4 proc. deficytu sektora finansów publicznych, a  jak podliczono dokładnie, okazało się, że wynosi on aż 13 proc. Nasz PKB też zapewne nie jest całkowicie prawdziwy. Z  moich skromnych wyliczeń wynika, że jeśli dopiszemy do PKB 0,8 proc. z  tytułu wpływów z  przemytu towarów, handlu narkotykami i  prostytucji oraz doliczymy do tego 30-50 mld zł z  fałszywych faktur, to robi się olbrzymia różnica między statystykami, a  stanem faktycznym. Rozbój podatkowy był dotychczas organizowany na wielką, międzynarodową skalę, pod okiem m.in. NIK-u  i  innych służb. Mali złodzieje wyłudzali miliony, duzi już miliardy. Część produktów, na podstawie których wyłudzano VAT, w  ogóle nie była importowana, tylko powstawała w  kraju, a  granicę przekraczały tylko dokumenty, nie produkty. Opowieści o  tym, że jak jest 30 mld zł wyłudzonych fikcyjnych faktur z  tytułu eksportu, to po drugiej stronie granicy muszą istnieć faktury na 30 mld zł importu tego produktu, to wciskanie kitu dla ciemnego ludu.

Gdyby tylko dla „ciemnego ludu”, to pół biedy, ale to jest także wciskanie kitu politykom i  mediom.

Jeżeli polskie albo raczej polskojęzyczne media nie chcą dziś pogłębiać tego tematu, tylko bezmyślnie cytują Rostowskiego, to trzeba pamiętać, że są to najczęściej te same media i  ci sami redaktorzy, którzy wcześniej mówili o  fantastycznym, błyskawicznym, największym w  Europie wzroście polskiego PKB, czyli o  malowaniu trawy na zielono na wyschniętej już wtedy zielonej wyspie.

Jeżeli wpływy z  przemytu, prostytucji oraz narkomanii należy zaliczać PKB, to procedery te powinny być w  Polsce i  w  całej UE chronione – logicznie rozumując.

To jest ten jakże szkodliwy idiotyzm Komisji Europejskiej. To nie jest nasz wymysł, ale gdybyśmy mieli troszeczkę rozumu, nie pompowalibyśmy wskaźnika z  tego tytułu.

Przede wszystkim trzeba było to oprotestować.

Oczywiście. Ale propagandowo PO i  PSL-owi bardzo pasowało, że PKB tak ładnie zaczął rosnąć, bo wcześniej przecież mieli słabe lata. W  latach 2012-2013 wzrosty wynosiły niewiele ponad 1,5 proc. Sztucznie rozdmuchany PKB powodował ponadto, że musieliśmy płacić większą składkę do budżetu UE, a  są to bardzo duże pieniądze – w  skali dziesiątek a  nawet setek miliardów zł. Łącznie zapłaciliśmy do UE blisko 44 mld euro składek, a  otrzymaliśmy ok. 135 mld euro.

Prostytucja i  narkomania przynoszą ogromne szkody społeczne, nie można rozpatrywać tego typu zaleceń tylko w  kategoriach liczb w  budżecie. To ogromna demoralizacja, rozbijanie rodzin.

Oczywiście, to jest w  ogóle bezdyskusyjne, ale oprócz tego są też wymierne szkody ekonomiczne, bo tych narkomanów ktoś musi leczyć, opłacać dla nich pomoc socjalną, psychologiczną czy psychiatryczną. Narkomania i  prostytucja powodują przestępczość, którą ktoś musi ścigać.

Czy prostytutki obu płci i  narkomani płacą podatki?

Wiem, że żartujesz, jasne, że nie płacą i  to jest inna sytuacja niż np. w  budżecie niemieckim, bo tam domy publiczne płacą podatki. Wiadomo skądinąd, że tam jest najwięcej burdeli na świecie.

Związek przyczynowo-skutkowy. Domy publiczne płacą podatki, to muszą być przez państwo chronione, może doczekają się niebawem dotacji unijnych… W  naszych rozmowach o  gospodarce podkreślaliśmy nieraz, że PKB z  różnych powodów nie jest idealnym miernikiem stanu gospodarki narodowej.

Ależ oczywiście. To jest kwestia tzw. tempa rozwoju, inwestycji, eksportu netto, konsumpcji itd. Mamy przykłady krajów o  wysokim wzroście PKB, z  którymi chyba nie chcielibyśmy się zamieniać na poziom życia, jak np. Rumunia, Albania, Białoruś, Czarnogóra czy Mołdawia swego czasu. Raczej wolelibyśmy dążyć do tego, co mają Francja, Niemcy, Włochy czy USA, a  tam wzrosty są na poziomie 0,5-2%.

Ważny jest ponadto punkt odniesienia. 3 proc. od miliona, to jest dużo mniej niż 1 proc. od miliarda.

To prawda, trudno porównywać nasze 1,8 biliona zł PKB z  prawie 3 bilionami euro niemieckiego PKB. Ale różnica między Polską i  krajami Europy Zachodniej jest jeszcze innego rodzaju. U  nas aż połowę PKB tworzą firmy zagraniczne.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 7-8/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET