Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

DZIEDZICTWO RZYMU A NARODZINY PAŃSTWA POLSKIEGO

Aktualności

19.01.2017 14:37

Posągi pierwszych władców Polski: Mieszka I i Bolesława Chrobrego w Złotej Kaplicy katedry w Poznaniu. Fot. Adam Bujak Posągi pierwszych władców Polski: Mieszka I i Bolesława Chrobrego w Złotej Kaplicy katedry w Poznaniu. Fot. Adam Bujak

 

 

Dziedzictwo Rzymu a narodziny
państwa polskiego

Prof. Krzysztof Ożóg

 

Minął już okrągły jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski, ale niedobrze byłoby, gdybyśmy poprzestali tylko na rocznicowych obchodach; refleksje związane z tym fundamentalnym dla naszych dziejów i dla naszej tożsamości wydarzeniem powinny towarzyszyć nam stale, ilekroć mówimy o polskiej państwowości. Zastanówmy się dziś chwilę nad skutkami oddziaływania Rzymu, kościelnej organizacji, na młode władztwo Piastów i późniejszymi tego konsekwencjami.

Starożytne Imperium Rzymskie było o krok od ziem Polski. Ale wtedy na tych ziemiach nie było jeszcze naszych przodków. Nie było Słowian, spośród których wywodzili się Polanie, a to oni stworzyli pierwsze nasze państwo. Poświadczone ślady obecności starożytnych oddziałów rzymskich są bardzo blisko naszych późniejszych terytoriów – na Morawach, w Czechach. Na przyszłych ziemiach polskich obecna była nie polityczna lub militarna siła, ale sięgała tu potęga gospodarcza starożytnego Rzymu, który aż do swego upadku w V w. handlował z ludami, które wówczas zamieszkiwały tereny Polski. Rzym przestał być cesarski w roku 476, a władztwo polskie Piastów powstało dopiero w trzeciej i czwartej dekadzie X w. Na jakiej więc zasadzie możemy mówić o dziedzictwie rzymskim w Polsce?

Wiemy, że świat chrześcijański, który przemienił Rzym, przejął znaczną część jego dziedzictwa w wielu dziedzinach życia. W szczególności prawnego, artystycznego, literackiego, które w pierwszym tysiącleciu zdołał niejako przetrawić, by później udostępniać je nowym barbarzyńskim ludom decydującym się wejść w świat chrześcijański. Decyzja Mieszka I o przyjęciu w 966 r. wiary spowodowała, że Polska rządzona zarówno przez niego jak i jego następców weszła w świat chrześcijański, a więc tym samym w świat kultury i cywilizacji rzymskiej, którą dziedziczył Kościół. Nie w takim oczywiście wymiarze, jak to było możliwe w samym papieskim Rzymie, Italii czy też Francji. Niemniej jednak chcę tu zwrócić uwagę na fakty podstawowe, których być może czasem nie pamiętamy.

I tak językiem, którym wraz z przyjęciem wiary Mieszko I i jego następcy na tronie polskim posługiwali się w stosunkach międzynarodowych, a potem także w stosunkach wewnątrz państwa, była łacina, czyli język urzędowy cesarstwa. Łacina stała się językiem całego świata chrześcijańskiego na Zachodzie, a także językiem państwa polskiego aż po rozbiory. Co prawda język polski wchodził później jako drugi język urzędowy, jednak badając źródła i spuściznę piastowską, jagiellońską i Rzeczypospolitej Obojga Narodów możemy powiedzieć, jak wielka była obecność łaciny i jak ogromną rolę odegrała ona w myśleniu o państwie. Ale także w refleksji o człowieku, społeczeństwie, narodzie i całej rzeczywistości, którą podejmowali Polacy już od XII w. W tym uniwersalnym języku ówczesnego świata powstały pierwsze zapisy historyczne o Mieszku I i polskiej monarchii, poczynając od not rocznikarskich pod rokiem 965 („Dubrouka ad Meskonem venit” – „Dąbrówka przybywa do Mieszka”) i 966 („Mesco dux Polonie baptizatur” – „Mieszko książę Polski przyjmuje chrzest”). Od tych prostych zapisów rozwijało się przez wieki polskie dziejopisarstwo, które poprzez dzieła w języku łacińskim umacniało pamięć o czynach i losach władców z dynastii Piastów, Andegawenów i Jagiellonów, państwa i społeczeństwa polskiego oraz budowało historyczną tożsamość wspólnoty narodowej Polaków. Pod piórem historiografów zrodziły się tak wspaniałe dzieła, jak kroniki Galla Anonima, Wincentego zwanego Kadłubkiem, Jana z Czarnkowa czy Jana Długosza, najwybitniejszego ze średniowiecznych dziejopisów polskich.

Od samego nieomal chrztu Mieszka I Polska weszła w relacje z papiestwem w Rzymie. Już w 968 r. został konsekrowany przez papieża Jana XIII w Stolicy Apostolskiej na biskupa polskiego Jordan, aby szerzyć wiarę chrześcijańską wśród poddanych Mieszka I i umacniać ochrzczonych w wyznawaniu nowej wiary. Wedle późnośredniowiecznej tradycji biskup Jordan miał wtedy otrzymać od papieża niezwykle cenną relikwię, tj. miecz św. Piotra, aby jego misja w Polsce była wspierana wstawiennictwem Księcia Apostołów. Trzeba w tym miejscu dodać, że tym mieczem św. Piotr starał się bronić Jezusa Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym. Ta wyjątkowa relikwia zachowała się w katedrze poznańskiej do dziś i jest materialnym dowodem pierwszego spotkania Polski z Rzymem. Mieszko I przez całe panowanie dążył do wzmocnienia tych relacji. W 974 r. oddał swego pierworodnego syna Bolesława Chrobrego pod opiekę św. Piotra i po postrzyżynach siedmioletniego Bolesława wysłał specjalnym poselstwem do Rzymu pukiel jego włosów. Natomiast w 991 r. Mieszko I wraz z drugą żoną Odą i synami Mieszkiem i Lambertem, w dokumencie zwanym Dagome iudex, dokonał aktu oblacji (nadania) swego państwa św. Piotrowi, co oznaczało, że od tej pory Polska podlegała Stolicy Apostolskiej i uiszczała jej z tego tytułu coroczny trybut. Ponieważ papiestwo wówczas poza Rzymem nie miało żadnego znaczenia politycznego, oblację państwa należy pojmować w kategoriach aktu wiary Mieszka I, który w ten sposób oddał młode państwo polskie pod opiekę św. Piotra. Ponadto władca wraz z biskupem Jordanem i jego następcą Ungerem zaszczepiał w Polsce kult św. Piotra, bowiem pierwsza katedra na ziemiach polskich wzniesiona przez Mieszka I w Poznaniu otrzymała takie właśnie wezwanie.

Za panowania Bolesława Chrobrego Polska i Rzym jeszcze bardziej zbliżyły się do siebie. Stało się to za sprawą św. Wojciecha, biskupa praskiego, cesarza Ottona III, papieża Sylwestra II oraz samego Bolesława. Wojciech, pochodzący z możnego czeskiego rodu Sławnikowiców, był biskupem praskim od 983 r., ale jego gorliwa działalność duszpasterska wśród Czechów trafiła na opór wielmożów i dworu księcia Bolesława II, dlatego dwukrotnie musiał opuszczać Pragę. Za każdym razem udawał się do Rzymu i stał się osobą znaną na dworze papieskim oraz przyjacielem młodego cesarza Ottona III, który zamierzał dokonać odnowienia Cesarstwa Rzymskiego („Renovatio Imperii Romanorum”) z Rzymem jako rzeczywistym centrum. Z kolei Bolesław Chrobry był sprzymierzony z rodem Sławnikowiców i dał schronienie bratu św. Wojciecha Sobiesławowi, po tym jak czeski książę Bolesław II podstępnie wymordował w 995 r. w Libicach kilku braci Wojciecha i Sobiesława.

Niewątpliwie na zaproszenia Chrobrego Wojciech przybył do Polski i stąd przy wsparciu Piasta wyruszył na wyprawę misyjną do Prus. Po męczeńskiej śmierci Wojciecha 23 kwietnia 997 r. Bolesław wykupił ciało biskupa z rąk Prusów i uroczyście złożył je w Gnieźnie. Powiadomił też natychmiast cesarza Ottona III i papieża Grzegorza V. Wojciech jeszcze w 997 r. został uznany przez nich za świętego. Podjęte wkrótce potem przez polskiego władcę zabiegi o ustanowienie arcybiskupstwa ze stolicą w Gnieźnie i trzech biskupstw trafiły na podatny grunt w Rzymie w 999 r. Za zgodą Ottona III papież Sylwester II kanonicznie erygował arcybiskupstwo i konsekrował na arcybiskupa Radzima-Gaudentego, przyrodniego brata św. Wojciecha i towarzysza jego wyprawy misyjnej oraz świadka męczeństwa.

Cesarz zdecydował się wyruszyć z pielgrzymką pokutną z Rzymu do Gniezna, aby modlić się u grobu Męczennika i prosić go o opiekę nad dziełem odnowienia Cesarstwa Rzymskiego. Otton opuścił Rzym w grudniu, zaś do Gniezna dotarł na początku marca. Po raz pierwszy w dziejach młodego państwa polskiego cesarz rzymski stanął osobiście na jego terytorium i to nie jako zdobywca, ale pielgrzym. Bolesław podejmował niezwykłego pielgrzyma i gościa w bardzo okazały sposób i zaprezentował mu bogactwo i siłę swojej monarchii, należącej od kilkudziesięciu lat do świata chrześcijańskiego. U celu pielgrzymki w Gnieźnie cesarz gorliwie modlił się u grobu swego przyjaciela świętego Wojciecha, a potem wraz z Bolesławem zorganizował gnieźnieńską metropolię kościelną. To spotkanie miało również doniosłe znaczenie w relacjach między cesarzem a władcą polskim. Gall Anonim w Kronice polskiej za zaginioną Księgą o męczeństwie św. Wojciecha napisał o tym: „I tak wielką owego dnia złączyli się miłością, że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego”. Z całego kontekstu wydarzeń gnieźnieńskich można uznać, że Bolesław Chrobry miał być „bratem i współpracownikiem” („frater et cooperator”) cesarza w jego obowiązkach apostolskich (misyjnych), przede wszystkim w dziele szerzenia wiary chrześcijańskiej. Sam cesarz przyjął w tym czasie tytuł „servus Iesu Christi” („sługa Jezusa Chrystusa”). Natomiast określenie Bolesława „przyjacielem i sprzymierzeńcem ludu rzymskiego” („amicus et socius populi Romani”) stanowiło nawiązanie do antycznej tytulatury, która została wznowiona przez Ottona III w ramach jego programu odnowienia Cesarstwa Rzymskiego (Renovatio Imperii Romanorum), rozpoczętego w 998 r.

Wyprawa cesarza do Polski i zjazd gnieźnieński stanowiły jeden z etapów w realizacji tego programu. Otton III włączył Bolesława i jego władztwo w koncepcję odnowienia Cesarstwa Rzymskiego. Zakładała ona zwierzchnią władzę cesarza, pochodzącą bezpośrednio od Boga, nad całym światem, zaś Cesarstwo Rzymskie miało stanowić swoistą federację królestw świata chrześcijańskiego pod zwierzchnictwem cesarza. W zamyśle Ottona III częściami cesarstwa miały być: „Roma, Galia, Germania i Sclavinia”, a na władcę tej ostatniej, tj. Słowiańszczyzny, był przewidziany niewątpliwie Bolesław Chrobry.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.


→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 2/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET