Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane
w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

DO CZEGO PROWADZI APROBATA INTEGRACJI OPIERAJĄCEJ SIĘ NA ANTYWARTOŚCIACH

Aktualności

27.03.2017 14:08

Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz otwarcie i niezmiennie przyznaje się do wartości chrześcijańskich. Na zdjęciu podczas Mszy św. na Wawelu; komunii udziela mu bp Jan Szkodoń. Fot. Adam Bujak Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz otwarcie i niezmiennie przyznaje się do wartości chrześcijańskich. Na zdjęciu podczas Mszy św. na Wawelu; komunii udziela mu bp Jan Szkodoń. Fot. Adam Bujak

 

Antoni Macierewicz

 Trzeba to jasno powiedzieć: książka prof. Krzysztofa Szczerskiego „Utopia Europejska” jest naprawdę znakomita, nie tylko trafiająca w sedno wielu dylematów, jakie dzisiaj przeżywamy i musimy rozstrzygnąć, ale także dostarcza niesłychanie bogatego materiału faktograficznego i analitycznego. Mało kto zna tak świetnie mechanizmy Unii Europejskiej, jak właśnie autor tej publikacji; zostały tu one opisane językiem adekwatnym do ich złożoności.

 

 Chciałbym najpierw nawiązać do tej zwrotki „Pierwszej Brygady”, która zaczyna się od słów „Nie chcemy już od was uznania, / ni waszych mów, ni waszych łez!”; znamy ją w różnych wersjach. Gdy słucham dzisiaj dziwnych polemik, opinii m.in. na temat wysiłków podejmowanych przez urząd prezydencki – przez pana prezydenta Andrzeja Dudę, pana ministra Krzysztofa Szczerskiego – w celu rozwiązywania olbrzymich kłopotów i problemów, przed którymi stoimy w Europie, jakże często ciśnie się na usta właśnie ta zwrotka „Pierwszej Brygady”… Bardzo chętnie zadedykowałbym ją wielu mediom i tak zwanym politykom z tak zwanej opozycji, gdy wyśpiewują hymny na rzecz Unii Europejskiej, zdając się nie mieć świadomości, o czym rzeczywiście mówią i co rzeczywiście chwalą.

Prof. Krzysztof Szczerski doskonale wie, o czym mówi i co analizuje. Jego książka w moim głębokim przekonaniu to pierwsza wypowiedź tak obfita, kompetentna i głęboka, jasno i otwarcie stawiająca sprawę polskiej odpowiedzialności za Europę. Nie za Unię Europejską, ale właśnie za Europę. Obecnie przeżywamy taki czas historyczny, w którym trzeba mówić bardzo jasno, głośno i otwarcie. Autor tej książki otwarcie podkreśla znaczenie polskiego dorobku historycznego i polskiego doświadczenia, jako istotnego i obowiązującego nas wkładu w jedność i integrację europejską. Jestem mu bardzo wdzięczny za tę odwagę. Nie jest łatwo, będąc człowiekiem na tak wysokim stanowisku, reprezentującym urząd prezydenta Rzeczypospolitej, postawić te kwestie tak jasno, rozumiejąc przy tym, że mogą z tego względu płynąć najróżniejsze konsekwencje.

Przywołam teraz dwa cytaty, które nieco odrębnie patrzą na problematykę jedności i integracji europejskiej. Pierwszy pochodzi z książki prof. Szczerskiego, z jego wstępnych rozważań. Autor pisze tak: „Musimy być bardzo ostrożni i nie przytakiwać z radością wszystkim tym, którzy narzekają na Brukselę. Europa rozbita i podzielona staje się łatwiejszym łupem dla zewnętrznych imperiów. Łatwiej przełknąć ją małymi kęsami. Może stanąć w gardle, gdyby trzeba było ją pożreć w całości”. Nie jest to łatwa refleksja w dzisiejszych czasach dla reprezentanta obozu katolickiego, konserwatywnego, niepodległościowego, za którego uważam pana ministra Szczerskiego i do czego oczywiście także się przyznaję. Ale może lepiej zrozumiała będzie ta wypowiedź na tle słów, o których nie należy zapominać, a które zostały opublikowane w jednej z tych gazet, które „całą dobę mówią całą prawdę”. Było to 29 sierpnia 2009 r. Chodzi mi o „List do Polaków” ówczesnego premiera, a obecnego i poprzedniego prezydenta Federacji Rosyjskiej, Władimira Putina. Premier Putin napisał w tym liście słowa, których sens jest następujący: Rosja będzie dążyła do tego, by ład europejski oparty na Unii Europejskiej zastąpić ładem opartym na sojuszu z Niemcami i innymi poszczególnymi państwami europejskimi. (Przyp. red.: „Powojenne pojednanie historyczne Francji i Niemiec utorowało drogę do powstania Unii Europejskiej. Z kolei mądrość i wspaniałomyślność narodów rosyjskiego i niemieckiego oraz przezorność działaczy państwowych obu krajów pozwoliły uczynić zdecydowany krok w kierunku budowy Wielkiej Europy. Partnerstwo Rosji i Niemiec stało się przykładem wychodzenia sobie naprzeciw, patrzenia w przyszłość przy zachowaniu troskliwego stosunku do pamięci o przeszłości. I dzisiaj rosyjsko-niemiecka współpraca odgrywa wielce ważną, pozytywną rolę w polityce międzynarodowej i europejskiej”).

To było w drugiej połowie roku 2009. Rok wcześniej była agresja Rosji na Gruzję, a rychło później doszło do tragedii Smoleńskiej oraz kolejnych aktów agresji przeciwko Europie, w tym także przeciwko Ukrainie. Wydarzenia te, jak wiadomo, postawiły przed Europą na nowo pytanie o jej bezpieczeństwo i niepodległość wielu krajów. Mówię o tym dlatego, że analizując problem – tym razem – Unii Europejskiej, słusznie przywołujemy dylematy związane z wartościami, na których była ona budowana. Zapominamy jednak o drugim konstytutywnym czynniku, na którym wspólnota była tworzona w drugiej połowie lat 1940., na początku lat 1950., a także i później, gdy była przebudowywana czy też po roku 1989 znacznie rozbudowywana.

Czy rzeczywiście Unia Europejska była budowana tylko na wartościach chrześcijańskich? Nie negując olbrzymiego wkładu mężów opatrznościowych: Roberta Schumanna i Alcide de Gasperiego, a także Konrada Adenauera, twórcy Republiki Federalnej Niemiec, nie negując ich chrześcijańskiej postawy, wkładu oraz nadziei, wydaje mi się, że substrat liberalizmu był w tym konglomeracie wartości jednak silniejszy. Co może nie od razu było tak wyraziste, ale liberalizm ów z czasem stawał się coraz bardziej agresywny. Liberalizm, który ze swobody wyboru przekształcił się w swobodę coraz brutalniejszego ataku na chrześcijaństwo i wartości chrześcijańskie. Liberalizm, który w swojej praktyce codziennej, dzisiejszej, wyłącznie na tym się skupił, na walce z chrześcijaństwem. Można by nawet rzec, iż to jest jego cecha immanentna.

Nie chcę odwoływać się do historii filozofii i dyskutować czy tak musiało, czy nie musiało być – w tej sprawie zdania są podzielone. Jednak to, co od dłuższego czasu obserwujemy, a co nazywane jest liberalizmem, ma niewątpliwie taki właśnie kształt, antychrześcijański, bez względu na to, w jakim zakresie to, co nazywamy rewolucją 1968 roku, wniosło panseksualizm jako kontynuację myśli marksistowskiej w kształtowanie europejskiej wspólnoty. Taki jest przecież rodowód tego, co nazywamy ideologią gender. To przecież dokładnie rzecz biorąc przetworzona poprzez panseksualizm myśl engelsowska, odwołująca się do dzieła Fryderyka Engelsa o rodzinie i jego w tej sprawie obsesji („O pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa” – przyp. red.). Obsesji, która została przetransponowana przez różne szkoły, grupy quasi-filozofów do pokolenia 1968 r. i pokolenia dzisiejszego. Przetwarzana zaś przez kolejne wielkie centra medialne na świecie, ukształtowała liberalizm głównie jako ideologię antychrześcijańską.

Jest również drugi obszar tej ideologii, często nam przedstawianej jako ideologia bazująca na demokracji, która de facto stała się, czy też staje się, coraz bardziej przeciwieństwem demokracji. Widać to znakomicie w niektórych praktykach Unii Europejskiej, gdy zakwestionowaniu ulega fundament demokracji zakorzeniony w myśli chrześcijańskiej, a zwłaszcza polskiej myśli politycznej. Wolne wybory, wolny sejm czy parlament szeroko rozumiany jako przedstawicielstwo narodu wyrażające jego wolę – to jest kwintesencja demokracji. To jest jednak, jak wiadomo, w ostatnich czasach w coraz większym stopniu przez liberalizm kwestionowane. Okazuje się, że wolne wybory mają być tak naprawdę coraz bardziej marginalnym elementem demokracji. Najważniejszym jej elementem jest pewna reinterpretacja praw człowieka dokonana przez myśl liberalno-marksistowską, bo przecież nie chodzi tu o rzeczywiste prawa człowieka.

Drugim problemem – który wydaje się być fundamentalny – związanym z obecnym kształtem europejskiej integracji jest to, że Unia ufundowana została na jałtańskim oddaniu połowy Europy we władzę sowiecką. Trzeba sobie z tego bardzo jasno i do końca zdawać sprawę. Bez aprobaty tego, że Sowieci zniewolą połowę Europy, nie uformowałby się ostatecznie taki kształt Unii Europejskiej. Świetnie zdawał sobie z tego sprawę jeden z największych heroldów jedności integracji europejskiej Winston Churchill, który w obecności prezydenta USA Harry’ego Trumana, powiedział w swoim wielkim przemówieniu 5 marca 1946 roku w amerykańskim Westminster College w Fulton, przemówieniu będącym wielkim apelem i wielkim krzykiem o jedność Europy, że „Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem opuściła się żelazna kurtyna w poprzek kontynentu”. Kurtyna ta oddzieliła Zachód od wielkich, prastarych stolic Europy Środkowej i Europy Wschodniej. Nawoływał do jedności, która przeskoczy ten podział.

Stało się inaczej nie tylko wtedy, także po roku 1989. Jest w tym także i nasza wina, trzeba tę sprawę postawić uczciwie, skoro od roku 1992 musiało minąć aż 25 lat, żeby opinia publiczna uznała za oczywistą prawdę o materiałach lustracyjnych dotyczących „patrona” transformacji gospodarczej i politycznej Lecha Wałęsy, materiałach, które przedstawił wtedy ówczesny minister spraw wewnętrznych. Prawdę ową Lech Wałęsa tylko symbolizował, bo nie był tu najważniejszym czynnikiem. Prawdę, że oto transformacja, która wprowadziła nas do Unii Europejskiej, bazowała w dużym stopniu na elitach ukształtowanych przez Służbę Bezpieczeństwa. Kształt naszej integracji był przez ten fakt w olbrzymim stopniu zdeterminowany. Nie można abstrahować od tego, iż rozszerzenie Unii Europejskiej dokonało się za cenę oddania władzy w tych państwach elitom wyrastającym z aparatu komunistycznego. To był, można powiedzieć, swoisty deal, którego w mniejszym lub większym stopniu nie potrafiliśmy na czas przezwyciężyć. Zabrało to nam blisko 30 lat.

 

 Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

→ Opcje wyszukiwania Drukuj stronę WPiS 3/2017 - okładka Zamów prenumeratę Egzemplarz okazowy

Zapisz się do newslettera

Facebook
  • Blogpress
  • Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
  • Niezależna Gazeta Obywatelska w Opolu
  • Solidarni 2010
  • Razem tv
  • Konserwatyzm.pl
  • Niepoprawne Radio PL
  • Afery PO
  • Towarzystwo Patriotyczne
  • Prawica.com.pl
  • Solidarność Walcząca Mazowsze
  • Liga Obrony Suwerenności
  • Ewa Stankiewicz

Komentarze

Domniemanie jako metoda manipulacji

Trzeba przyznać, że lewackie media nad Wisłą, czyli media, które same nazwały się „głównego nurtu”, podczas pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II trzymały w sprawach papieskich języki, pióra i kamery na wodzy. Póki Ojciec Święty żył, naprawdę rzadko zdarzał się jakiś napad na naszego Wielkiego Rodaka ze strony Jego ziomków, obojętnie jakiej byli orientacji (teraz, co innego – używają sobie po chamsku). W Niemczech natomiast niezbyt respektują swojego rodaka na tronie Piotrowym i to jeszcze za życia Benedykta XVI. I tam nie obywa się bez chamstwa, które w temacie papieskim jest jakby uprawnione. Dotyczy to nawet tak zdawałoby się szacownych i kulturalnych redakcji, jak np. „Die Welt”. Nie wiem czemu w Polsce określa się ten dziennik jako konserwatywno-prawicowy. Tym bardziej, że redakcja sama pisze o sobie: „liberalno-kosmopolityczna”.
więcej

Copyright © Biały Kruk Copyright © Biały Kruk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie materiały, informacje, pliki, zdjęcia itp. dostępne w serwisie chronione są prawami autorskimi i nie mogą być kopiowane, publikowane i rozprowadzane w żadnej formie.
Cytaty możliwe są jedynie pod warunkiem podania źródła.

Archiwum

Patronaty

Wydawnictwo Biały KrukCentrum Jana Pawła II - Nie lękajcie sięPrzewodnik KatolickiFrondaKluby Gazety Polskiej Radio WNET